Relacja z wycieczki i zakupy w Londynie: Harrods, Selfridge, Oxford Street

Londyn, trzecie największe miasto w Europie, stolica Anglii, miejsce pracy i życia ludzi z różnych zakątków świata. Miejsce, w którym byłam pierwszy raz, a niespodziewanie poczułam się w nim jak w domu. Zaledwie 4 dniowy pobyt, z którego wrażeniami można by wypełnić 4 tygodnie, a zleciał szybko jak 4 godziny…

To był na prawdę intensywny czas i dużo pozytywnej energii. Podczas mojej relacji z pobytu w Londynie na Instagramie znajoma zarzuciła mi nawet, że reprezentuję ”Mit Londynu’’, a przedstawiałam jedynie odczucia i miejsca związane z urodą dedykowane czytelnikom BeautyIcon. Tym bardziej dziwi mnie gdy to zdanie pada z ust Polki, która wyjechała do Londynu i z tego co widzę – nie planuje stamtąd wyjeżdżać. Chcę powiedzieć jasno, że czy będzie to Londyn, Warszawa czy jakiekolwiek inne miasto – każde z tych miejsc ma swoje wady i zalety, ważne aby wybrać miejsce w którym chce się żyć i potrafi się odnaleźć. Nie widzę przy tym nic złego w mówieniu dobrych rzeczy i pozytywnym nastawieniu do życia więc z chęcią będę kontynuowała swój własny ”mit Londynu’’ czy to się komuś podoba czy nie :) I do tej myśli chciałabym Was zachęcić, aby mentalność, do której jesteśmy przyzwyczajani w Polsce nie budowała w nas przekonania, że świat jest zły, że nie można nic zmienić lub nie możemy żyć lepiej. W wielu przypadkach te ograniczenia są przynajmniej po części irracjonalne i wynikają wyłącznie z nastawienia, które zawsze można zmienić.

Jeśli masz ochotę zapraszam Cię do mojej krótkiej londyńskiej przygody… co prawda 4 dni to jak 4 godziny w tak dużym mieście jakim jest Londyn, ale to niesamowicie pozytywny czas i tymi emocjami chcę się z Wami podzielić.

Lotnisko Stansted

Swoją przygodę w Londynie rozpoczęłam od lotniska Stansted. Stosunkowo duże, w ciągu roku obsługuje dwa razy więcej pasażerów niż lotnisko Warszawa-Okęcie. Z pewnością osoby zainteresowane zakupami znajdą tam coś dla siebie w strefie bezcłowej, natomiast wejście do tej strefy możliwe jest tylko przy okazji wylotu i przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa. Najciekawsza oferta lotniska Stansted to perfumeria w której dostępne są zapachy Chanel z ekskluzywnej edycji Les Exclusif, kolorówka Burberry, limitowane zestawy kosmetyków luksusowych marek dostępne w wersji travel size oraz sklep stacjonarny Rituals. Ponad to podczas powrotu warto zaopatrzyć się w zagraniczną prasę, szczególnie gdy mamy do dyspozycji nieduży bagaż, po przejściu przez bramki bezpieczeństwa możemy kupić dowolne rzeczy i wnieść je na pokład samolotu.

Londyńskie metro

Z lotniska odchodzi specjalna linia kolejowa Stansted Express, która za 12 funtów w komfortowych warunkach w nieco ponad pół godziny dowiezie nas niemal do Centrum Londynu. Mi zależało aby dostać się na stację metra King’s Cross St. Pancras, gdzie zabukowałam pokój w pobliskim hotelu. Metro w Londynie zdecydowanie ułatwia przemieszczanie, za całodzienny bilet w strefie 1-4 zapłaciłam 12 funtów na wszystkie możliwe linie komunikacji miejskiej. Warto podkreślić, że na metro nie czeka się praktycznie wcale, ponieważ kursuje ono z częstotliwością co 2-3 minuty, aby w szybkim czasie umożliwić przejazd wszystkim chętnym osobom, a jest ich wiele… W godzinach szczytu niekiedy trzeba poczekać na kolejny kurs, ale w praktyce nie jest to żadne utrudnienie. Nic dziwnego, ponieważ dziennie z najstarszego metra na świecie korzysta 3,2 mln osób. Aktualnie metro obsługuje 12 linii (Warszawa ma 2 linie), a od 2008r. trwa budowa kolejnej – Crossrail, której otwarcie nastąpi prawdopodobnie w 2018 roku.

Międzynarodowy dworzec King’s Cross St. Pancras

Zanim opowiem o tym miejscu wspomnę o zakwaterowaniu, co prawda jest to moje pierwsze i jak na razie jedyne doświadczenie z hotelem w Londynie to śmiem twierdzić, że korzystniej byłoby poszukać czegoś na obrzeżach, gdyż pokój w samym Centrum (obok dworca King’s Cross St. Pancras) jest drogi (500zł/doba) i miniaturowej wielkości, bez żadnych udogodnień. Następnym razem wiedząc, że komunikacja miejsca w Londynie działa tak sprawnie będę szukać czegoś bardziej komfortowego, nieco dalej od centrum. Największym plusem hotelu była jego lokalizacja i miła obsługa. Ponad to wokół hotelu usytuowanych jest kilkanaście sklepów, restauracji, barów. Na samym dworcu dostępny jest m.in. sklep z kosmetykami Rituals, Jo Malone, Boots, Marks&Spencer i inne. Z King’s Cross St. Pancras na słynną Oxford Street dojedziemy w zaledwie 7 minut, bowiem dzielą je jedynie 3 stacje metra: Euston – Warren Street – Oxford Circus.

Zakupy na Oxford Street

Ulica w Londynie skupiająca ponad 300 sklepów. Na szczęście odwiedzenie większości sklepów okazuje się być stratą czasu, ponieważ oferta znanych w Polsce marek typu Zara jest dość podobna, a regularne ceny z uwagi na aktualny kurs funta (około 6zł za 1 funt) mogą okazać się wyższe niż w Polsce. Z pewnością sytuacja zmienia się w okresie wyprzedaży gdyż te w Londynie dochodzą do 70-80%. Dlatego osobiście nie nastawiałam się na duże zakupy, tym bardziej, że czas leci i sama wizyta w domu towarowym Selfridge&Co. znajdującego się na Oxford Street zajęła mi kilka godzin. Selfridge jest jednym z większych i popularniejszych domów handlowych, gdzie znajdziesz niemalże wszystko, począwszy od całej garderoby, przez biżuterię, perfumy, kosmetyki znanych marek, na jedzeniu, ozdobach i akcesoriach do domu kończąc. Moja cała uwaga została skupiona na tematyce ”beauty”, co prawda zwiedziłam każdy zakamarek tej ogromnej powierzchni, zahaczając o butik Chanel to ostatecznie najbardziej zbliżyłam się do kosmetyków rzecz jasna ;) Dostępne w Selfridge&Co marki to wszystkie dostępne w Polsce luksusowe brandy oraz znane i lubiane w UK: Charlotte Tilbury, Nars, Molton Brown, Shu Uemura, Suqqu, Stila, Trich McEvoy, Anna Sui Cosmetics, Aesop, Ellis Faas, Illamasqua i inne. Ponad to w ofercie butikowej Hermes dostępna jest kolekcja przepięknych perfum niedostępna w Polsce, to samo tyczy się takich marek jak Dior czy Chanel, gdzie można nabyć zapachy z tak zwanej linii ekskluzywnej.

Na Oxford Street mieszczą się również inne domy handlowe oferujące kosmetyki, takie jak Debenhams czy House of Fraiser.

Butik Chanel na New Bond Street

Na New Bond Street znajduje się największy butik Chanel w Londynie. To aż 3 piętra wypełnione torebkami, butami, akcesoriami, ubraniami oraz kosmetykami i perfumami Chanel. Od dawna chciałam odwiedzić to miejsce i nie zawiodłam się. To Mekka dla każdego fana tej marki. Zanim tam dotarłam odwiedziłam jeszcze butik Chanel mieszczący się w Selfridge&Co gdzie m.in. spotkałam polską ekspedientkę Natalię. Z wielu rozmów, które przeprowadziłam w czasie wyjazdu z pracownikami Chanel wyniosłam nową wiedzę o marce i przede wszystkim niesamowite wrażenia, o których napiszę Wam w osobnym wpisie. Niech na tę chwilę pozostaną one małą tajemnicą :)

Na New Bond Street znajduje się wiele innych butików prestiżowych marek, w przebudowie jest duży butik Dior, ale w pobliżu znajduje się mniejszy salonik tej samej marki. Największym zaskoczeniem był dla mnie widok dużego butiku Victoria’s Secret gdzie wieczorem rozbłysły różowe światła i ustawiła się kolejka, podejrzewam, że tego dnia musiał odbywać się tam jakiś event, ale sama wielkość butiku wywarła na mnie duże wrażenie, dużo słabiej prezentowała się natomiast sama oferta ubrań i bielizny.

Lush

To była moja pierwsza wizyta w sklepie Lush i zarazem wielkie zaskoczenie… Z tej wizyty planuję osobną relację, która pojawi się wkrótce na blogu, a razem z nią KONKURS, trzymajcie rękę na pulsie i zaglądajcie na BI!

Marka Lush zajmuje się produkcją ręcznie wyrabianych kosmetyków do pielęgnacji i kolorowych oraz perfum, o formułach opartych na naturalnych składnikach. Aż trudno w to uwierzyć, wszystko to niewiarygodnie pięknie pachnie, jest kolorowe i niepodobne do wielu minimalistycznych kosmetyków naturalnych. Uważam, że Lush jest zdecydowanie jednym z fajniejszych miejsc na zakupowej mapie Londynu, szczególnie dla fanek kosmetyków.

Green Park (City of Westminster)

Zielony Park”, jeden z parków królewskich w Londynie, którego droga wiedzie pod sam pałac Buckingham, u wyjścia za bramą parku widoczny jest okazały budynek pałacu w którym mieszka Królowa i rodzina królewska. Na mnie to miejsce nie wywarło szczególnego wrażenia, już sam park był zdecydowanie bogatszy w odczucia i atmosferę sprzyjającą odpoczynkowi w tym tętniącym życiem mieście. Nie mniej Pałac z pewnością jest gratką dla miłośników architektury (perła architektury późnego baroku), turystów, których zbiera się tam sporo i chętnie na jego tle robią sobie selfie. Dla mnie nic szczególnego… być może gdyby do środka zaprosiła mnie sama Elżbieta II to co innego ;)

Ciekawostką jest, że niegdyś Green Park był cmentarzem założonym dla trędowatych z pobliskiego szpitala St. James’a. Cmentarz został zamknięty w XVI w. Na szczęście nic z wyglądu parku nie tworzy cmentarnej atmosfery, według mnie to piękne miejsce wypełnione zalesionymi polanami.

Na wschód od Pałacu Buckhingam położony jest najstarszy park królewski – St. James. Przechodziłam przez ten park w drodze do znanego symbolu Londynu – wieży zegarowej Big Ben. W parku roi się od zwierząt, a szczególnie wygłodniałych wiewiórek, które regularnie dokarmiane przez przechodniów dopraszają się orzeszków ;) Park zamieszkują także różne gatunki ptaków – czaple, łabędzie, pelikany i wiele innych.

Covent Garden

Nazwa Covent Garden wywodzi się od ogrodu należącego do Opactwa Westminsterskiego. Dzielnica znana ze spotkań artystów, cyrkowców, muzyków i osób związanych ze sztuką.

W centralnej dzielnicy mieści się 500-letni targ, gdzie można nabyć świeże warzywa, owoce, kwiaty, a także mieszczą się tam butiki z kosmetykami np. Dior, Chanel, Burberry, Urban Decay i inne.

W Covent Garden odwiedziłam też sklep Aesop, marka zajmująca się pielęgnacją wykorzystującą ekstrakty z roślin na konkretne niedoskonałości i stany skóry. W naszym kraju  to marka ”niszowa’’, obecna tylko w jednej perfumerii w Warszawie.

Kolejnym przystankiem była perfumeria niszowa Bloom Perfumery London, gdzie miła sprzedawczyni zaprezentowała mi ofertę zapachów, kosmetyków kolorowych, a na koniec tej opowieści wręczyła pakiet próbek i kilkukrotnie pytała czy nie potrzebuję czegoś jeszcze. Przyznam, że to bardzo miły gest, a także świetnie wypełniona rola sprzedawcy, który zachęca do poznania oferty i zakupu. Z pewnością jeszcze tam wrócę jak tylko będzie to możliwe.

Relację z Bloom Perfumery London przeczytacie w osobnym wpisie na BI.

Sloane Street

Okolice stacji metra Sloane Square bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Przy okazji naszła mnie refleksja, że choć każda dzielnica Londynu ma wspólny dla tego miasta pierwiastek to ta wygląda trochę inaczej i co się z tym wiąże – panuje tam inna atmosfera. Okolice ulicy Sloane Street, Elizabeth Street ujęły mnie tego dnia spokojem i efektowną architekturą domów. Na Sloane Street znajduje się kilka modnych butików znanych projektantów, w tym butik Chanel do którego zawitałam i dokonałam pierwszego zakupu – kolczyków Chanel.

Prawie bym zapomniała, Sloane Street ujęła mnie również klimatem, np. widokiem eleganckiej Pani z dwoma cudownymi chartami angielskimi. Być może wydaje się to małostkowe, ale w takich szczegółach, na tle tego miasta tkwi urok… bo tworzą je nie tylko budynki, ale i ludzie.

Na Elizabeth Street odwiedziłam kolejną perfumerię niszową Les Senteurs, tę wizytę opiszę przy okazji opisu perfumerii Bloom.

Harrods

Idąc Sloane Street łatwo trafić na Brompton Road gdzie mieści się najpopularniejszy w Londynie, luksusowy dom towarowy – Harrods. Kto nie zna tego miejsca choćby z opowieści ten gapa ;) Przed Harrodsem czeka prawdziwa artyleria charakterystycznych, londyńskich taksówek, a drzwi otwierają specjalnie do tego zatrudnieni odźwierni w eleganckich uniformach. Historia Harrods sięga 1849 roku kiedy Henry Charles Harrods otworzył pierwszy sklep. Obecny kształt budynku pochodzi z 1905 roku i liczy 7 pięter. Na 7 kondygnacjach mieszczą się powierzchnie handlowe wypełnione po brzegi luksusowymi markami z branż: kosmetycznej, odzieżowej, dodatków do domu, zabawek dla dzieci, spożywczej.

Mnie interesowały sale kosmetyczne i perfumeryjne aczkolwiek zwiedziłam większość zakątków Harrodsa. Najdłuższy przystanek zaliczyłam wśród marek niedostępnych w Polsce czyli Charlotte Tilbury, Dolce & Gabbana Beauty. Interesowały mnie również By Terry, marki niszowe, 6 piętro z butikami perfumeryjnymi oraz butik Chanel, gdzie odbyłam ciekawą rozmowę z polską ekspedientką  – Kasią, pozdrawiam! :)

W Charlotte Tilbury kupiłam kultowy krem Magic Cream oraz korektor pod oczy Miracle Eye Wand. Magic Cream zakupiłam z myślą o dobrym kremie pod makijaż, widziałam tutoriale Charlotte na You Tube i odniosłam wrażenie, że coś takiego jest mi potrzebne. Moja skóra posiada liczne niedoskonałości – rozszerzone pory na policzkach, przebarwienia pozapalne, zaczerwienienia, nie jest to cera jednolita, a faktycznie po kremie nabiera niesamowitej gładkości i delikatnego efektu zdrowego blasku. O tych kosmetykach napiszę więcej w osobnym wpisie na BI.

Po raz pierwszy wypróbowałam kolorówkę Dolce&Gabbana. Pierwsze wrażenie to porównywalna do pozostałych luksusowych marek jakość, z małym minusem w kierunku opakowań, których design jest nieco tandetny jeśli przyrównać je do opakowań Dior czy Chanel. Plastik pomalowany złotem, bardziej kojarzy mi się z markami oszczędzającymi na opakowaniach. Mimo to podczas testów kosmetyków byłam skłonna nabyć podkład matujący oraz pomadki do ust, których jest kilka rodzai, w tym specjalna edycja – nowy kolor pomadki sygnowanej przez Sophię Loren. Z nowości widziałam też edycję makijażu na Gwiazdkę 2015 i ekskluzywną serię zapachów. Koszt kosmetyków porównywalny do cen Chanel w Polsce. Po za tym bardzo miła obsługa, jak się okazało po ofercie Dolce&Gabbana oprowadził mnie ich główny wizażysta :)

O wizycie w butikach Chanel oraz butikach perfumeryjnych Dior i Guerlain powstaną osobne wpisy. Wszędzie gdzie było to możliwe robiłam zdjęcia. To była ciężka ale bardzo pozytywna przeprawa przez ogrom wrażeń, wiele rozmów z ludźmi i cieszę się, że mogłam przywieźć ze sobą dla Was te wspomnienia :)

Następnym razem jak będę gdziekolwiek za granicą wyposażę się na pewno w zestaw obiektywów, tym razem wzięłam tylko najbardziej uniwersalny i najlżejszy jaki posiadałam, jednak na miejscu okazało się, że nie do końca praktyczny… pewnie śmiesznie wyglądało gdy musiałam odchodzić kilka metrów aby uzyskać szerszy kadr, natomiast zdjęcia ”krajobrazowe” były praktycznie niemożliwe do wykonania. Taki wyjazd był więc dla mnie impulsem do nauki, nie tylko fotografowania, ale też szlifowania języka i przemyśleń. Dzięki tej krótkiej podróży poznałam wielu entuzjastycznie nastawionych ludzi, z codziennym zaangażowaniem w swojej pracy, z pasją i przede wszystkim ogromną wiedzą – na każde pytanie otrzymałam satysfakcjonującą odpowiedź. Nie doznałam ani jednego przejawu zachowania, które mogłoby mnie wprawić w zły nastrój, wręcz przeciwnie gdy pojawiał się problem od razu było rozwiązanie – w metrze przy przejściu przez bramkę gdy nie zadziałał bilet, w urzędzie przy załatwianiu formalności, czy przy zwykłym pozwoleniu na wykonanie zdjęć w miejscach, gdzie w Polsce jest to niemożliwe. W moim odczuciu Londyn jest zdecydowanie bardziej otwartym miejscem niż Polska. Nie chcę w tej chwili niczego wyrokować aczkolwiek po tym wyjeździe mam swoje przemyślenia, jednak zanim wykonam kolejny krok z pewnością jeszcze lepiej poznam to miasto…

Jeśli masz jakieś doświadczenia z życia i pracy w Londynie, szczególnie na przestrzeni lat napisz proszę, jakie są Twoje odczucia? Jestem również ciekawa innych miejsc na świecie, które Waszym zdaniem warto odwiedzić. Czekam również na Twoje wspomnienia z podróży, jaki jest Twoim zdaniem Londyn? Co warto zobaczyć i odwiedzić? A może dopiero planujesz się tam wybrać? :)

  • Przeczytalam cala relacje z usmiechem na ustach, bo uwazam tak samo jak Ty – w Londynie czas leci tak szybko, ze faktycznie 4 dni zdaja sie tam byc jak 4 godziny… Ja ostatnim razem w Londynie bylam na dwa dni, wiec zlecialo mi rowniez blyskawicznie :) I rowniez mieszkalam w jednym z hoteli obok dworca St Pancreas :)

    Nie mieszkalam nigdy na stale w Londynie, ale czesto tam bywalam pare lat temu i uwielbiam to miasto :) Za mulikulturowosc, mozliwosci rozwoju, piekna architekture, otwartych ludzi… Na pewno jest troche inaczej z ocenianiem Londynu, gdy mieszka sie tam na stale – chociazby koszta wynajmu mieszkan sa bardzo wysokie i jesli nie ma sie dobrze platnej pracy, to wyobrazam sobie, ze nie jest latwo tam mieszkac.

    Dlatego tez, po czesci potrafie zrozumiec Twoja znajoma, piszaca ze pokazujesz „Mit Londynu” – prawdopodobnie zycie Twojej znajomej nie jest uslane rozami w Londynie, zreszta znam wielu Polakow, ktorzy wyemigrowali do UK i wypowiadaja sie niezbyt pozytywnie o tym kraju generalnie – mam opinie na temat takich ludzi, ale zostawie ja dla siebie :)

    Szczerze Ci powiem, ze tesknie troche za takim szybkim tempem zycia, w Szwajcarii (nawet w duzych miastach) wszystko funkcjonuje troche wolniej… A z ostatnich zdan Twojej relacji wnioskuje, ze rozwazasz wyprowadzke do Londynu? ;)

    • Rozważam i na pewno kiedyś wyląduję na dłużej w jakimś mieście na świecie, a może w kilku po kolei :)

      A powiedź coś więcej o Szwajcarii, jakbyś miała opisać swoje odczucia, plusy i minusy, opisać miasto osobie, która w ogóle go nie zna, a chciałaby przyjechać? :)

      • Super! :) Ciekawa jestem, moze kiedys nasze drogi sie skrzyzuja i spotkamy sie gdzies za granica (albo w Polsce :))

        Hmm, kurcze az nie wiem od czego zaczac :) Na pewno plusem jest to, ze Szwajcaria jest wielokulturowym panstwem – jest tu naprawde bardzo duzo obcokrajowcow, bylam tez zaskoczona, ze pare razy na ulicy uslyszalam Polakow :) Generalnie Szwajcarzy sa uprzejmi dla obcokrajowcow, acz nie jest to narod, ktory szybko nawiazuje znajomosci – sa dosyc chlodni, zwlaszcza wydaje mi sie, ze sa nawet powiedzialabym „ostrozni” w zawieraniu nowych przyjazni. Wydaje mi sie, ze sporo utrudniaja dialekty w Szwajcarii – kazdy kanton/region kraju ma nieco inny dialekt, przez co obcokrajowcom raczej ciezko nawiazac blizsza znajomosc z „lokalna” osoba, ktora mieszkala w jednym kantonie cale zycie ;) No i ja znam wiele osob, ktore przyjezdzajac tutaj, znaly tylko angielski… W Szwajcarii jest sporo miedzynarodowych organizacji, ktore zatrudniaja osoby tylko z angielskim, wiec wiedza francuskiego/niemieckiego czesto nie jest potrzebna im do pracy (acz do zycia w Szwajcarii oczywiscie jest ;)) . A ze nie wszyscy Szwajcarzy znaja angielski, wiec tutaj tez moze byc problem, jesli chodzi o komunikacje ;)

        Jak wspominalam – tempo zycia jest o wiele wolniejsze, pomimo, ze ponoc Szwajcarzy sa uznawani za pracoholikow. Miasta tez nie sa duze i sa dosyc spokojne – zwlaszcza Zurych to nie jest raczej miasto dla imprezowiczow ;) Sklepy sa zamykane dosyc szybko w soboty po wiekszosc zamykana jest juz o 16, a w niedziele wszystko jest zamkniete – wiec milosnicy shoppingu mogliby zostac rozczarowani, przyjezdzajac tutaj na weekend np ;)
        Zauwazylam tez, ze osoby odwiedzajace Szwajcarie doznaja nieco szoku cenowego :) Tzn. niestety/stety produkty luksusowe, kosmetyki, perfumy, ubrania wszystko tu jest bardzo drogie ;)

        No i z „kosmetycznego” punktu widzenia wiele marek w Szwajcarii nie jest dostepnych, nawet nie chodzi mi o te luksusowe, ale tez wiele drogeryjnych marek nie jest tutaj obecnych… Acz wiem, ze duzo kobiet omija ten problem, gdyz ze Szwajcarii jest wszedzie blisko, wiec bez problemu mozna podjechac np. do Niemiec czy do Francji i tam udac sie na zakupy kosmetyczne ;)

        • 4premiere .

          Tylko ze cala wypowiedz ktora zostala tu przytoczona przed BI I jest na Insta dotyczyla innej krytyki jesli w ogole mozna tak powiedziec ze to krytyka I nie kraju generalnie tylko tej jednostronnosci spojrzenia ze niby wszystko tu jest takie doskonale a Panie w perfumeriach daja duzo probek mimo braku zakupu – wiec warto sie zapoznac z caloscia tematu z tym ze juz nie chce mi sie wdawac w dysputy bo zaraz bedzie dywagacja jakie to ja zycie wiode zawiedzione i nieudaczne I jaka niewdzieczna jestem – to temat rzeka jak I o emigrantach :) buziaki

          • Paulinko, szkoda, że krytykujesz mnie i moje wrażenia, przykro mi. Wszystko co napisałam na insta jest prawdą obiektywną – w Polsce nie dostaniesz tak dużego pakietu próbek bez zakupów, po za tym w butiku Chanel również dostałam piękny album ze zdjęciami Karla Lagerfelda i plakat z rysunkiem Mademoiselle Prive – bez zakupów. Nie mówię, że tak jest wszędzie – tego nie napisałam ani na insta, ani tutaj, ale patrząc na całokształt i swoje doświadczenia w Londynie widzę, że ludzie tam są zdecydowanie bardziej otwarci i przychylni. Z resztą nie byłoby takiej możliwości aby wszędzie wszystko rozdawali ;) dlatego uważam, że przesadzasz i słowa ”Mit Londynu” są daleko idącymi wnioskami, nigdzie nie napisałam, że Londyn to ”doskonałe” miejsce.

          • 4premiere .

            Agato, wiesz o czym ja pisalam i co punetowalam na Insta a Ty widac udajesz ze nie rozumiesz albo Ci tak wygodnie i wyciagasz moje prywatne zycie jako exemplum, ze niby ja zla emigrantka smiem narzekac miejsce w ktorym mieszkam a co skrytykowalam? Twoje nastawienie do polskich perfumerii, ktore nie sadze ze akurat w Twoim przypadku, nie daja probek i sa tak niewdzieczne – nie rozumiem takiej postawy, rowniez moge byc sarkastyczna i powiedziec,ze skoro Ci tak zle w PL to czemu nie emigrujesz? Poza tym jako aktywny bloger i aktywnie uczestniczacy w kazdej niemal akcji, ktore polskie perfumerie robia, nie mozesz narzekac – i to bylo moje zdanie . Nie krytykuje Twoich doznan tylko jeden fakt, ktory celuje w obszar w ktorym akurat ja mialam mozliwosc pracowac i akurat w ktorym sie poruszam z racji zawodu, tyle gwoli wyjasnien.Chyba mialam do tego prawo? Bo troche wydaje mi sie to nie na miejscu taka dywagacja zwlaszcza w Twoim przypadku i naprawde nie uwazam,ze polskie perfumerie sa az tak zle, a przynajmniej nie mierzmy wszystkiego jedna miara. To Ty poruszylas ten temat na blogu, wiec jesli piszesz przykro mi, mi rowniez jest przykro, bo zrobilas to w konkretnym celu. A myslalam,ze to wyjasnilysmy na Insta. Moge powiedziec Mit Londynu, bo wiem, ze tym miastem mozna sie zachlysnac ale mozna i sie rozczarowac – i nie wyciagaj tu dalekosieznych wnioskow z mojego zycia, czy jestem spelniona czy tez nie, czy mi sie powiodlo czy tez nie etc,- bo niby czemu masz oceniac moje zycie??Nic o mnie nie wiesz,sama przyjedz na dluzej i zobaczysz.Mam nadzieje,ze trafisz na same wspanialosci w swoim zyciu i zycze powodzenia w kazdej dziedzinie, pozdrawiam.

          • Raczej nie przeprowadzę się do Londynu ze względu na próbki w perfumerii ;), ale z pewnością jeszcze nie raz odwiedzę to miasto i opiszę swoje wrażenia na BI. Pozdrawiam :)

          • A w sumie dlaczego nie? Próbki to dobry powód ? Jeszcze tylko język trochę podszkolić, niemiecki sobie przypomnieć a francuskiego nauczyć i hop :)

          • A dostanę ”szczęśliwego” kopa na drogę ;) Chyba nie potrzebuję odpowiedzi ;)

          • Na pewno szczęście będzie Ci potrzebne przy takich wyzwaniach.

        • Agatko, dzięki za wyczerpujący opis… na razie nie pali mi się do Szwajcarii, chyba, że odwiedzić Ciebie ;) Gdybyś cierpiała na brak kosmetyków zawsze mogę dopomóc w zakupach :)) Po za tym chodzi za mną nauka francuskiego, niemiecki jako tako znam tylko muszę odświeżyć pamięć. A Ty jakimi językami się posługujesz?

          • Nie ma za co Kochana :) Co do zakupow, to nie jest zle, ale dziekuje za chec pomocy ;* Kochana, ja mowie bardzo dobrze po angielsku, jako tako po francusku i niemieckiego obecnie sie ucze :)

          • Ok, gdyby jednak coś Cię podkusiło to wiesz gdzie mnie szukać ;)) Zazdroszczę francuskiego, wezmę się za ten język :) Miłego dnia!

    • 4premiere .

      A jakie zdanie?chetnie poznam bo to ja powiedzialam powyzsza sentencje :) hmm Jak widac oceniac z perspektywy realnej I mieszkania tutaj nie mozna bo od razu jest sie zlinczowanym I uznanym za kogos niepozadanego i ba ocenia sie jego zycie nie znajac go, tak czy siak pozdrawiam I wszystkiego dobrego

      • Kochana, nikt tu nikogo nie linczuje ;) Generalnie to jest temat rzeka wg mnie i nie miejsce na taka dyskusje… Tyle tylko powiem: uwazam, ze jesli ktos jest gosciem w innym kraju, to powinien DOCENIC fakt, ze moze mieszkac w tym kraju i wypowiadac sie z rozwaga i KULTURA na temat kraju w ktorym obecnie przebywa i jego mieszkancow :) Nie chodzi mi tu bron Boze o Ciebie, myslalam bardziej o innych osobach, ktore znam z realu…

        Nie rozumiem emigrantow (nie tylko Polakow) ktorzy narzekaja na zycie na Wyspach, a jednoczesnie siedza tam od lat, korzystaja z systemu benefitow… Jak sie nie podoba az tak, to przeciez zawsze mozna wyjechac do innego kraju…

  • Z pewną nutką nostalgii przeczytałam całą Twoją relację. Pomimo, iż byłam w Londynie kilka lat temu zrobił na mnie zdecydowanie lepsze wrażenie niż Paryż. Domy towarowe jak Harrods, Debenhams robiły wówczas na mnie onieśmielające wrażenie. A sieć drogerii Boots to jest po prostu mistrzostwo świata. W każdym ze sklepów można było swobodnie zasięgnąć pełnowartościowych informacji i jeszcze dostało się miniatury! produktów do wypróbowania w zaciszu domowym. Gdybym pojechała tam jeszcze raz to dzięki Twoim opisom wiem co jeszcze chciałabym zobaczyć.
    Metro niestety, to było dla mnie coś w stylu voodoo , czarnej magii, a przechodzenie przez ulicę też stanowiło nie lada wyzwanie, bo zawsze i tak wchodziłam komuś pod koła :-P
    Jak chcesz to podrzucę Ci do pooglądania vlogi pewnego pana z Kielc, który podróżuje po świecie i radzi jak sobie takie wypady zorganizować.

    • W Boots zapolowałam na markę Liz Earle, kojarzysz? Jakiś czas temu było głośno o produkcie do mycia twarzy z dołączoną muślinową szmatką. Właśnie bardzo mnie zdziwiło jak ludzie przechodzą przez ulicę na czerwonym… potem wyczytałam, że jest to dozwolone :) Napisz mi linka na privie :*

      • Widzę, że co niektórym czkawką odbija się Twoja opinia :-P

  • bardzo fajny post :) oj co ja bym dała za taki dostęp i możliwość wyboru :) choć my mało nie mamy, to akurat pewnych marek bardzo brakuje :) Londyn mnie jakoś nigdy nie kusił, sporo miejsc widnieje na mojej liście do odwiedzenia, ale widzę, że i jego trzeba będzie do niej dopisać kiedyś :)
    ha ! też mam ochotę pomieszkać gdzie indziej, a nawet w kilku miejscach, nosi mnie i Kraków choć piękny, to chyba powoli czas na zmiany :)

    • Choć Londyn wydaje się ”oklepanym” miejscem to naprawdę warto tam polecieć i sprawdzić na własnej skórze :) A jakie państwa, miasta są na Twojej liście do odwiedzenia? :)

      • mam nadzieję, że uda mi się spełnić marzenie i w przyszłym roku wybrać się na prawdziwy trip na Islandię :)) moje marzenie
        a w kolejce jest Norwegia, Hiszpania, Słowenia, Szwajcaria, Gruzja, Nepal, Nowa Zelandia, Alaska, Malediwy, Karaiby, Hawaje :) i tak długo bym mogła wymieniać jeszcze :))

        • Super! życzę Ci spełnienia… a może gdzieś po drodze się spotkamy np. w Hiszpanii ;) Kto wie :)

  • Pani Noemi

    Mam problem z Londynem, czasy kiedy mnie pociągał przypadały na lata licealne, gdy mój nauczyciel angielskiego opowiadał o swoich doświadczeniach z Londynu, jego pracy w klimatycznej księgarni…samo mieszkanie nauczyciela było bardzo klimatyczne..ujęła mnie magia miejsca…potem (czasy studenckie) część moich znajomych wyjeżdżała do Londynu, jakoś nigdy mnie nie kręciło być tam gdzie wszyscy i jeszcze duża emigracja polaków na wyspy jakoś nieco ostudziły mój zapał. Niesłusznie na pewno. Chcę odwiedzić, ale na spokojnie. Co do miejsc, które odwiedziłaś…kosmetycznie,tak to mnie bardzo kusi! Począwszy od marki Lush, którą w tym roku poznałam na własnej skórze, ja jestem totalnie zakręcona na ich punkcie i każdy kosmetyk, który dotychczas użyłam był strzałem w 10! Bloom nie znam, przyznam szczerze, zaciekawiłaś czekam na wpis. Aesop narazie w sferze marzeń kosmetycznych. Chcę nauczyć się cieszyć z tego co mam. Mniej wyrzucać, zapomnianych starszych kosmetyków.

    • W Londynie jest sporo emigrantów różnej nacji, taka wielokulturowość jest fajna, ciekawa, inspirująca… co ciekawe mój wzrok często przyciągała wyrazista uroda ciemnoskórych kobiet, które były świetnie umalowane (na zdjęciach nie ma tego wrażenia) albo ciekawa moda, którą odznaczały się Azjatki, niektóre look’i rodem z magazynów :) Rozumiem Twoje podejście do kosmetyków, też mam w sobie taką myśl, ale ciężko ;))

      • Pani Noemi

        Takie wyjazdy są bardzo kuszące, bo można dużo rzeczy sprawdzić i odkryć, ostatnio polubiłam się z Galliu i regularnie próbuję coś ciekawego zamówić ;)

  • Marta

    Ja w Londynie byłam dawno temu na kursie językowym, więc niewiele pamiętam i niewiele też mogłam zobaczyć (oprócz podstawowych atrakcji turystycznych). Teraz chętnie bym do Londynu poleciała i zrobiła sobie właśnie taką wycieczkę jak Ty, Agatko. Bardzo udana relacja i oczywiście czekam na kolejne posty :) Bardzo ciekawi mnie zwłaszcza Lush, ale i Chanel oczywiście.

    Jeżeli chodzi o moje podróże, to bardzo ciepło wspominam Rzym. Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę. Natomiast nie wyobrażam sobie nie mieszkać w Warszawie. Jestem warszawianką, kocham to miasto. Znam wiele jego zakątków, mam masę wspomnień. Dla mnie Warszawa jest niezwykła, nie tylko dzięki swojej burzliwej historii. A jak Warszawa pachnie! To bardzo specyficzny zapach, idealnie wyczuwalny w miesiącach letnich, szczególnie późnym wieczorem i w nocy.

    Jak byłam dzieckiem na każde wakacje jeździłam do dziadków na wieś, blisko Warszawy. Kiedy wracaliśmy, nie mogłam się doczekać aż pociąg wtoczy się na Dworzec Centralny. I zawsze witał mnie hałas, gwar, spieszący się ludzie, warszawscy menele :) zapach spalin i rozpuszczający się przy Rondzie ONZ asfalt :)

    Bardzo nie lubię opuszczać swojego miasta. Jakiś czas temu wybierałam się na 3 dni do Torunia. Przed wyjazdem obeszłam w Warszawie wszystkie swoje ulubione miejsca, jakbym już nigdy miała do nich nie wrócić. Zdaję sobie sprawę z komizmu tej sytuacji, ale jakoś tak mam.

    Buziaki :*

    • Dziękuję za piękną opowieść. Czy możesz rozwinąć temat zakątków w Warszawie? Gdzie najbardziej lubisz chodzić… bardzo mnie to frapuje :) W sumie w Warszawie jestem od niedawna, większość życia spędziłam w Gdańsku, pomimo, że tam wyczuwam taką znaną mi energię to nie tęsknię za bardzo… może w duszy mam jakiś podróżniczy pierwiastek, lubię zmieniać miejsca i poznawać :)

      Buziaki i miłego dnia :*

      • Marta

        Zanim napiszę jakie są moje ulubione miejsca w Warszawie, muszę koniecznie wyjaśnić, że od zawsze poruszam się przede wszystkim w centrum miasta (mieszkam na skraju Śródmieścia i Woli). Właściwie nie bywam np. na Ursynowie, czy Bemowie.

        Bardzo lubię Ujazdów, czyli całe Aleje Ujazdowskie i Łazienki. Plac na Rozdrożu i Centrum Sztuki Współczesnej oraz położone obok osiedle domków fińskich.

        Lubię ulicę Belwederską i Gagarina, park Morskie Oko, przez który wychodzę na ulicę Puławską.

        Lubię Pragę, okolice Dworca Wileńskiego (Inżynierską, Stalową) i Plac Hallera. Lubię także Saską Kępę, ale najbardziej tylko ten odcinek przy ulicy Berezyńskiej.

        Oczywiście Nowy Świat (i na jego tyłach ulicę Kopernika) i Starówkę, Ogród Saski, Halę Mirowską. Także ten przesmyk przy ulicy Bagno, który prowadzi do Placu Grzybowskiego. Ulicę Graniczną i tamtejszą cukierenkę, która ma najlepsze babeczki w całej Warszawie (mam zdjęcie w wózku spacerowym, jak jem taką babeczkę ;)

        Udanego dnia, Agatko :*

        • Niektóre z tych miejsc dobrze znam np. okolice Placu Grzybowskiego, Hala Mirowska, Ogród Saski… muszę poznać też inne rewiry, szczególnie muszę skojarzyć nazwy ulic, bo nie zwracałam na to szczególnej uwagi, możliwe, że w większości tych miejsc byłam :) Byłaś kiedykolwiek w Gdańsku???

          • Marta

            Też często tak mam, że nie kojarzę nazwy ulicy, a bywam w tym miejscu regularnie :) Dlatego jak ktoś mnie pyta o drogę, to zawsze pytam czego konkretnie szuka, bo sama ulica może niewiele pomóc. Np. ulica Graniczna znajduje się właściwie zaraz obok Placu Grzybowskiego. Od sklepu ekologicznego „Trawa” trzeba iść cały czas prosto (przejść przez przejście dla pieszych) w stronę Placu Bankowego. Cukiernia jest ukryta w zwykłym bloku (kupuje się tam na wynos, nie ma miejsca żeby usiąść; to takie „okienko”). Wiem, że zdrowo się odżywiasz, ale bardzo polecam rogale drożdżowe z wiśniami, babeczki wiśniowe i serowo-morelowe. Pycha :)

            Nie, nigdy w Gdańsku nie byłam. W ogóle nigdy nie widziałam polskiego morza i plaży. Ale słyszałam dużo pozytywnych słów.

          • Mam jednego łasucha w domu więc na pewno się wybierzemy, a ja popatrzę na rogale i babeczki :))

            Do Gdańska i Sopotu polecam, w sezonie letnim, specyficzny klimat – zapach rozgrzanego piasku, słońca, szum morza, mogłoby Ci się spodobać :)

            Miłego dnia!

          • Marta

            Pomyślę nad letnią wyprawą do Gdańska :) Jeżeli chodzi o słodycze, to bardzo polecam także Lukullusa. Szczególnie ich tartaletkę Limoncello.

            Korzystając z promocji w Rossmannie kupiłam wczoraj polecany przez Ciebie podkład L’oreal Infallible Matte w odcieniu Vanilla. Cudem udało mi się ten odcień zdobyć, ponieważ drogerie są już porządnie przetrzebione. Wkrótce będę testować.

            Muszę też napisać, że jakieś dwa tygodnie temu kupiłam rozświetlacz, cień w kremie i malinową pomadkę Rouge Allure Velvet Chanel z kolekcji Rouge Noir Absolument. Jestem bardzo zadowolona, że je mam, bo kosmetyki sprzedawały się błyskawicznie.

            Teraz muszę się przejść do Hebe, ponieważ zainteresowałaś mnie serią Provoke dr Ireny Eris. Już wcześniej oglądałam te produkty, ale jakoś tak nic nie kupiłam.

            Udanego dnia! Niech przestanie padać! :)

          • Lukullus kojarzę, mają tam takie babeczki Armaniego czy coś takiego, czekoladowe w każdym razie :) Nie jadłam, ale podziwiałam ;))

            Napisz koniecznie co sądzisz o Infallible Matte, jestem bardzo ciekawa :)

            Z kolekcji świątecznych kusi mnie parę rzeczy z Dior i paletka cieni z Chanel… na szczęście dla mojego portfela jak już chciałam kupić zabrakło wybranych kosmetyków, może to jakiś znak ;)

            Podobno jutro ma spaść śnieg… pożyjemy, zobaczymy :) Miłego weekendu :*

  • Renata A.

    Fantastyczna relacja, zazdroszczę wyjazdu. Ja w Londynie jeszcze nigdy nie byłam, chociaż podróżuje sporo. Czekam na kolejne wpisy, ciekawią mnie głównie te marki których w Polsce nie ma.

    • Renatko, czy możesz krótko opisać gdzie byłaś? Gdzie polecasz się wybrać? :)

  • Sylwia S

    Piękne zdjęcia i ciekawy wpis….z niecierpliwością czekam na odrębne wpisy na temat wspomnianych marek.

  • Marlene

    Przyznaje sie bez bicia,iz do tej pory unikalam Londynu; wydawal mi sie niezbyt ciekawym miastem do zwiedzania. Zmieniam zdanie po Twoim poscie i kiedys na pewno sie tam wybiore,chociazby na kilka dni:)
    Sama podrozuje dosyc sporo i uwazam,ze warto miec w sobie taka ciekawosc dziecka i otwartosc na innosc – fantastycznie zmienia to, a raczej poszerza, perspektywe zyciowa ;)
    Szczerze polecam Barcelone,jest miastem magicznym,wielowymiarowym,mozna sie w nim zanurzyc,zapomniec. Zakupowo rowniez:)
    Paryz to kolejne miasto,do ktroego chetnie wroce (moze akurat nie teraz),ale jego zachwalac przeciez nie trzeba.
    No i oczywiscie polecam „swoja” obecna stolice,Oslo. Przepiekne, wielokulturowe miasto,fantastyczny klimat,swietne sklepy (choc nie tak bogaty wybor,jak w Londynie),zapraszam zwlaszcza w sezonie letnim,chociazby po to, by zobaczyc park G. Vigelanda:)
    Fantastyczna relacja Agatko,najbardziej zainteresowala mnie firma Lush,o ktorej nie slyszalam do tej pory,a zdjecie ktorej wprawilo mnie w blogie rozmarzenie- oj,spedzilabym tam mnostwo czasu. No i zdjecie, ktore mnie „zabilo” – truskawki w czekoladzie!!!! Poprosze natychmiast taki rozek,bedzie jak znalazl przy tej snieznej aurze.
    pozdrawiam :**

    • Myślałam ostatnio o Barcelonie, oglądam różne filmiki na You Tube i z tego co zauważyłam jest tam teraz ciepło :) Oslo, jeszcze się nie zastanawiałam, ale kusisz :)

      O Lush będzie kolejny post :)) Te truskawki w czekoladzie pochodzą ze sklepu znanej marki z wyrobami czekoladowymi – Godiva, nie częstowałam się ;) ale podobno dobre :)

      Buziaki :*

  • Bardzo ciekawa relacja. Mnie Londyn jakoś szczególnie nie kręci, ale prawda jest taka, że jeszcze w nim nie byłam. Zawsze wybieramy jakieś wyspy np., greckie czy hiszpańskie. Ale po Twoim opisie – nie powiem,,,chciałabym się tam znaleźć, choć na tych kilka dni:) Raj dla fanek kosmetyków i miłośników perfum…:) cos dla mnie jednym słowem:)

    • Aniu, tamtejsza atmosfera, kultura też jest ciekawa… warto się wybrać także dlatego :) A do Hiszpanii planuję jakiś wypad w przyszłości :)

  • Anna Ewelina Wilczyńska

    Agato, właśnie przeczytałam calutki wpis. Wspaniała relacja – dużo się przy niej napracowałaś i wyszło świetnie. Zdjęcia są boskie, opisy dokładne i aż mnie skręca, że jeszcze nie byłam w Londynie;).

    Ja miesiąc temu byłam w Tekirovej w Turcji, skąd przywiozłam kilka kilogramów mydła, tak mnie zachwyciło:). Na blogu w kilku postach wrzuciłam par zdjęć (i są mydła na blogu!), ana instagramie jest ich trochę więcej. Jeśli będziesz mieć możliwość pobytu w Antalyi, absolutnie polecam (polecam również hotel Rixos Premium Tekirova, tam mieszkaliśmy). Jest tam cudownie!!!!!!!! Turcja jest piękna:).
    Z niecierpliwością czekam na kolejne londyńskie posty:).

    • Dziękuję Ania, do Turcji na razie się nie wybieram ze względu na to co się dzieje na świecie, ale zajrzę na Twój blog zobaczyć :)

  • Bardzo ciekawa relacja.. Miło mi było czytać i oglądać, naprawdę :)
    Byłam w Londynie kilka lat temu ale wtedy w ogóle nie interesował mnie od strony hmm zakupowo – urodowej, że tak powiem. Pojechałam do koleżanki ze studiów, która pokazała mi miasto z tej nieco mniej turystycznej strony.. Aczkolwiek już wtedy zapamiętałam życzliwość sprzedawców, ich zainteresowanie…Przeczytałam komentarze niżej i zgadzam się z Tobą..to nieporównywalne. I doskonale rozumiem, że nie chodzi o darmowe próbki, tylko stosunek do klienta..
    Ze swojej wycieczki najbardziej zapamiętałam fantastyczne parki londyńskie.. W Richmond Park miałam wrażenie, że przenisołam się do jakiejś epoki elżbietańskiej i zaraz podadzą herbatkę ;)

  • Dziękuję za opinię :) Ostatnio przeglądałam oferty mieszkań i trafiłam na Richmond, to jest trochę dalej od Centrum Londynu, ale jest tam pięknie i zielono :)

  • Wejść do Chanel to według mnie marzenie każdej kobiety – chyba po to by otoczyć się tym luksusem chociac na chwilę ;) Widze wiele ‚znanych’ miejsc czyli takich co mozna zobaczyć na kinowym ekranie ;) Ale wiewióki mamy takie same ;D

    • Haha to prawda, wiewiórki nic się nie zmieniły ;))

  • Pingback: Butik Dior w Harrods. Makijaż State of Gold i perfumy J'adore Touche de ParfumBeautyicon Blog – Opinie i recenzje kosmetyków z nutą lifestylu()

  • Małgosia

    bardzo podobały mi się fotki i opis przybliżający mi to miasto, inna kultura, ogrom sklepów, podobnie jak w Paryżu ;-) zwiedziłam to miasto kilka lat chociaż w tempie ekspresowym bo wycieczkowym i w okresie sylwestrowo- noworocznym ale było warto ;-)

Wszystkie materiały zawarte na łamach bloga są chronione prawami autorskimi, a ich kopiowanie lub wykorzystywanie jest zabronione.

© 2008 - 2016 - BeautyIcon.pl

Social Media