Naturalne kosmetyki vs. duże koncerny kosmetyczne. Co czuje konsument? Moja opinia

Zdrowie jest jednym z najważniejszym ludzkich pragnień, jest ważniejsze niż pieniądze. Na tej wartości bazuje mnóstwo firm mających związek ze sprzedażą produktów pro-zdrowotnych. To ogromny i bardzo chłonny rynek, do głosu dochodzi wiele badań na poziomie różnych jego segmentów, w tym kosmetyków. Od 2004 roku trwa batalia wśród spierających się naukowców, firm na temat parabenów i SLSów zawartych w produktach kosmetycznych, farmaceutycznych i żywnościowych. Branża kosmetyczna w wyniku tego puchnie. Co ciekawe, nie ze względu na udowodnione alergizujące czy drażniące właściwości parabenów czy SLSów, ale puchnie od marek kosmetyków nie zawierających tych związków. Niektóre marki rezygnują z nich, zastępując je inną chemią, która na etykiecie nie nazywa się „paraben”, gdyż musi sprostać nowym oczekiwaniom bardziej „świadomego” konsumenta. A kto go uświadamia???

Media – łaknące sensacji i w dużej mierze pełniące rolę straszaka.

Świat marek i reklamy, wyskakującej nawet z lodówki… oczywiście z właściwym przesłaniem wpływającym na najważniejsze pragnienia ludzi w tym zdrowie, którego w teorii nie możemy sobie kupić, ale kupując odpowiednie produkty możemy je chronić. Intencja dobra, ale czegoś tu brakuje…

Czego brakuje??? Odpowiedzialności marek przed konsumentem. Odnoszę wrażenie, że marki odpowiadają wyłącznie przed sobą, do konsumenta krzyczy się ”kup, kup i jeszcze raz kup”, a producent nie pyta o opinię, nie informuje o możliwości zwrotu produktu w przypadku niezadowolenia (po za nielicznymi wyjątkami jak marka Kiehl’s). 

Do czego zmierzam? Od tygodni opracowuję temat kosmetyków naturalnych, zgłębiam ich fenomen i doszłam do pewnych wniosków. Warto spojrzeć na ten segment rynku całościowo, ale najlepiej okiem uważnego konsumenta. W tym celu zakupiłam kilka z nich aby przetestować i ocenić ich działanie na własnej skórze, która ostatnio była dość problematyczna i wymagała szczególnej pielęgnacji. 

Kosmetyki naturalne na pewno są mniej złożone technologicznie, nie zawierają substancji, które szumnie nazywa się szkodliwymi dla zdrowia (np. parabenów), ale z drugiej strony czy międzynarodowe prawo pozwalałoby na wypuszczanie do obiegu kosmetyków szkodliwych dla zdrowia? Oczywiście, że nie. Nie możemy we wszystkim doszukiwać się spisku, całkowicie negując przeciwstawną ideę. Dlaczego to piszę? Bo sama uwierzyłam w to, że kosmetyki naturalne mogą być czymś lepszym, jednak kiedy po użyciu kremu naturalnego ponownie dostałam zapalenia skóry zmieniłam zdanie. To właśnie „chemia” z apteki uratowała ją w tej sytuacji. 

Im więcej czytam badań, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ich wyniki zależą od tego kto te badania zleca… Organizacja, która neguje SLS w kosmetykach, równocześnie sprzedaje produkty bez ich zawartości. Równie dobrze można powiedzieć, że to tylko chwyt marketingowy, a celem nadrzędnym jest przede wszystkim zwiększenie sprzedaży. Jaką wartość mają takie badania? Często w tekstach naukowych przewijają się wyrażenia i wnioski w trybie przypuszczającym, a producenci powołują się na badania pochodzące z początku lat 90tych. Przez ćwierć wieku jednak sporo się zmieniło… 

Przeanalizujmy krótko – jak się od niedawna przedstawia – jedne z najgorszych składników kosmetyków: parabeny. Co to właściwie jest? W dużym uproszczeniu są to syntetyczne konserwanty, stosowane w przemyśle spożywczym, kosmetycznym i farmaceutycznym od lat 40 ubiegłego wieku. Zabezpieczają one produkty przed zakażeniami mikrobiologicznymi. Jeśli np. krem nie zawierałby parabenów czy innych konserwantów, jego termin ważności nie byłby dłuższy niż owocowego jogurtu. Co najlepsze – ze względu na szeroki zakres działania, parabeny są jednymi z najlepiej przebadanych substancji konserwujących. Uzyskały pozytywną opinię Komitetu Naukowego ds. Produktów Konsumenckich przy Komisji Europejskiej. Uważane są za jedne z najmniej alergizujących substancji konserwujących. W odpowiedzi na wszelkie „sensacyjne doniesienia” medialne świadczące o ich rzekomej szkodliwości, najczęściej przedstawia się wyniki badań toksykologicznych, ogłoszone przez europejską organizację COLIPA (The Cosmetic Toiletry and Perfumery Association), potwierdzające bezpieczeństwo tych związków w preparatach kosmetycznych. Mało tego – amerykańska Agencja ds. Bezpieczeństwa Leków i Żywności (FDA) zaklasyfikowała metyloparaben i propyloparaben czyli dwa z czterech najczęściej stosowanych parabenów na listę GRAS (Generally Recognized as Safe) czyli substancji uznanych za bezpieczne do stosowania w żywności. O ile można podważyć badania producenta, który może być stronniczy i kreować rzeczywistość pod kątem zysku, o tyle ciężko podważyć badania niezależnych i opiniotwórczych, światowych instytucji. Czy zatem parabeny faktycznie mogą być tak szkodliwe jak próbuje się to przedstawić? 

Moja odpowiedź jako konsumenta, który otrzymuje wiele sprzecznych informacji z obydwu stron barykady brzmi: NIE WIEM. Dostarczacie mi zbyt wielu informacji i produktów, wolę bazować na swoim doświadczeniu i osób którym ufam. A moje przekonanie jest takie, że na pewno nie czeka mnie zły koniec z powodu parabenów… Moja babcia ma 81 lat i używa wyłącznie produktów z parabenami, ma się doskonale!

Jeśli uznam, że po użyciu danego kosmetyku (naturalnego czy nie) moja skóra zareaguje uczuleniem lub podrażnieniem zaprzestanę jego użytku. Chcę tylko aby firma, która mi go sprzedaje była odpowiedzialna – chciała usłyszeć moją opinię i stale dbać o podwyższenie jakości proponowanych kosmetyków aby były optymalnie bezpieczne i skuteczne.

Kilka dni temu, po prawie 3 tygodniowym leczeniu skóry z łojotokowego zapalenia skóry, o którym pisałam tutaj:

>>  ŁOJOTOKOWE ZAPALENIE SKÓRY – ZDJĘCIA  <<

Z lekką obawą postanowiłam wypróbować nowe serum Chanel Hydra Beauty. Używałam go 4 dni testując czy mnie uczuli, podrażni lub wywoła jakiekolwiek działania niepożądane. Nic takiego się nie wydarzyło. To był tylko krótki test, za to niemal od początku choroby codziennie używałam bezpiecznego dla mnie kremu La Roche Posay Kerium DS, który producent zaleca stosować przez 4 tygodnie. Krem opracowany jest by minimalizować podrażnienie, świąd skóry i stany zapalne występujące przy łojotokowym zapaleniu skóry. Okazał się doskonałym panaceum na moją przypadłość i doprowadził do całkowitego wyleczenia objawów zapalenia. Gdyby nie świadomość tego, co jeszcze niedawno działo się z moją skórą, nikt by nie powiedział, że działo się z nią cokolwiek nieprawidłowego. 

Niedawno pisałam Wam o tonikach, które przyczyniają się do ochrony skóry:

>>   WSZYSTKO O TONIKACH  <<

Z tej okazji postanowiłam wybrać się do sklepu z naturalnymi kosmetykami gdyż sądziłam, że te będą bezpieczne i odpowiednie dla mojej szczególnie wrażliwej skóry. Głównie zależało mi na zakupie toniku z jakimś łagodnym, kojącym skórę ekstraktem roślinnym, najlepiej bez dodatku alkoholu. Już na wejściu przedstawiłam sprzedawcy swój problem i zapytałam jaki tonik, a potem także inne produkty może mi polecić. Ze sklepu wyszłam z kilkoma kosmetykami, w tym z kremem dla cery wrażliwej i suchej Make Me Bio Garden Roses. Krem ten jest świetnie oceniany przez internautki, sam sprzedawca również gorąco zachęcał do jego zakupu. Ponoć krem ma działanie kojące, a z opinii wyczytałam, że jest dobry dla osoby z uczuleniami. Pomyślałam, że to idealny zakup dla mnie. Po pierwszej próbie nic szczególnego z cerą się nie wydarzyło, może zrobiła się delikatnie cieplejsza. Niestety rano, po nałożeniu kremu, po jakiejś minucie, skóra zaczęła mocno swędzieć. Podeszłam więc do lustra i zobaczyłam, że moja twarz jest cała w czerwonych plamach. Natychmiast zmyłam krem płynem micelarnym i użyłam kremu łagodzącego Kerium DS. Na szczęście po kilku chwilach cera niemalże odzyskała swój pierwotny koloryt, a swędzenie całkowicie ustało. Oczywiście mam też pozytywne doświadczenia z naturalnymi kosmetykami, choćby z naturalnymi olejami jak arganowy, kokosowy, czarnym mydłem, mieszanką olei do mycia twarzy, tonikiem z ekstraktem z lipy i wodą różaną, a nawet kremem na bazie olei z czarnuszki i innych, który otrzymałam od lekarza medycyny estetycznej. Jednak te wszystkie kosmetyki mają jeden wspólny mianownik, może i są naturalne, okazały się przyjazne dla skóry, ale nie leczą jej problemów, po za ekstra nawilżeniem bądź natłuszczeniem. 

Naturalne kosmetyki mają swoje zalety, ale niewątpliwie ich wadą jest fakt, że niejednokrotnie nie są przebadane na wystarczająco zaawansowanym poziomie. Jakiś czas temu wokół portalu ”Zrób sobie krem” powstała dyskusja (oglądałam bodajże o tym reportaż w TV), że substancje wykorzystywane do produkcji własnych kosmetyków nie są kontrolowane i jest to pewnego rodzaju ”eksperyment” ze strony konsumenta – jaką mamy pewność, że składniki są przechowywane w odpowiednich warunkach i my również będziemy w stanie o te warunki zadbać? Wszak nie chroni ich żaden konserwant, a kosmetyki mają krótką datę przydatności.  

Mając na uwadze własne doświadczenia jestem zdania, że badania laboratoryjne, opracowywanie odpowiednich formuł  i wieloletnie udoskonalanie produktów minimalizuje ryzyko wystąpienia działań niepożądanych. W kosmetykach naturalnych znajdziemy wiele ekstraktów z roślin i olejków eteryczny, pełniących rolę naturalnych konserwantów, zamiennie do parabenów. Sęk w tym, że właśnie olejki eteryczne i ekstrakty z roślin należą do najczęściej uczulających substancji. Prawdopodobnie moja skóra zareagowała silnie alergicznie na jeden ze składników tego całkowicie naturalnego i ”bezpiecznego” kremu. Niestety nie wiem jak przebiega technologia opracowywania tych kosmetyków, na stronie makemebio.com zawarta została wzmianka o opracowywaniu kosmetyków przez „zespół doświadczonych technologów i dermatologów”, ale na potwierdzenie tego nie przedłożono żadnych dokumentów ani certyfikatów. Natomiast producent zapewnia o 100% bezpieczeństwie i braku skutków ubocznych stosowania kosmetyków – w tym podrażnień, swędzenia, stwierdza hipoalergiczność swoich produktów. Skąd ta pewność? Moje doświadczenie mówi coś zgoła innego.

Printscreeny ze strony producenta makemebio.com. Po kliknięciu na obrazek otworzy się jego pełnowymiarowa wersja.

Kondycja naszej skóry to wypadkowa nie tylko używanych kosmetyków, ale też jedzenia, trybu życia, stresu, zanieczyszczeń pochodzących ze środowiska. Otoczeni chemią staramy żyć naturalniej – i dobrze, ale problemów wynikających ze środowiska zewnętrznego nie rzadko nie da się wyeliminować, szczególnie żyjąc w dużym mieście. To smutne, ale chyba nic na to nie poradzimy. Wbrew oczekiwaniom – mnie krem naturalny uczulił, za to kosmetyki „z chemią” zadziałały świetnie, łagodząco, niwelując niepożądane objawy po zapaleniu skóry. Aby uniknąć takich niemiłych niespodzianek warto testować kosmetyki pielęgnacyjne przed zakupem pełnowymiarowego produktu, ale i to czasem bywa trudne. 

Niestety problemem, z którym często się spotykam jest brak próbek do przetestowania. I tu poruszę pewien przykład marki luksusowej. Dwa tygodnie temu po namowie koleżanki doskonale znającej się na pielęgnacji, chciałam zakupić słynny już ze swoich właściwości krem La Mer, jako antidotum na wszelkie bolączki skóry. Wybrałam się do salonu firmowego Estee Lauder w Galerii Mokotów w Warszawie, gdzie znajdziecie szeroką ofertę produktów La Mer. Po krótkiej konsultacji poprosiłam o malutką próbkę kremu (Pani była świadoma moich aktualnych problemów z cerą) po czym usłyszałam, że: „Nie mam słoiczków więc nawet nie mogę Pani zrobić próbki”. Nie tylko poczułam niesmak, że nie mogę wypróbować produktu za ponad 1000zł przed zakupem, ale też nie wiem co do końca oznaczało słowo „nawet”… Może po prostu Pani „nawet” nie chciała mi zrobić próbki? Jak później dowiedziałam się z dość pewnego źródła, takich próbek w salonie Estee Lauder jest na pęczki. Być może nie wyglądałam na tyle luksusowo aby w oczach konsultantki stać mnie było na zakup tego kremu? Nie drążę, fakt faktem z tego powodu nie kupię tego kremu. 

Jedno jest pewne, w przypadku pielęgnacji twarzy zawsze powinno się testować produkt przed zakupem, po to właśnie powstały próbki, a przez to, że często ich nie ma (na Allegro za to ich nie brakuje)… dokonujemy błędnych zakupów. Ja na pewno nigdy już nie popełnię tego błędu, choćbym miała zrezygnować z zakupu nawet najbardziej zachwalanego kremu, ponieważ to co dla kogoś jest świetnie, niekoniecznie musi sprawdzić się na mojej czy Twojej skórze.

Chciałabym Was również uczulić na to, że w mojej opinii nie ma jednej słusznej koncepcji i nie warto szaleć jak tylko w kolorowych pismach pojawiają się informacje rewolucjonizujące nasze dotychczasowe przekonania. Szukajmy właściwych dla siebie wartości w tym co oferują nam marki.

Zdaje mi się, że przez tę propagandę mediową teraz wszyscy chcemy prasować twarze ze zmarszczek, wypełniać policzki i usta, stawać się innymi osobami… „nad wyraz” perfekcyjnymi. Szkoda, że ten wzorzec zamiast faktycznie pomagać, sprawia, że większość kobiet zostaje nakłoniona do oszpecenia się. Patrząc na twarz takiej zmienionej kobiety mam wrażenie, że stała się ofiarą współczesnej reklamy, mediów, światopoglądu, który wcale nie należy do niej… ona przestała być sobą z chwilą, kiedy zapragnęła zmieniać siebie, coś co już jest dobre i piękne.

Warto do wielu informacji podchodzić z dystansem, przede wszystkim DOKONAĆ WŁASNEGO WYBORU mając na uwadze własne doświadczenia, TY ZNASZ SIEBIE NAJLEPIEJ, a sprzedawca i reklama może dać Ci wachlarz propozycji. 

Czekam na Wasze opinie.
Jak zapatrujecie się na ideę kosmetyków naturalnych i parabenów / SLSów? Jakie kosmetyki najbardziej Wam służą?
Czy spotykacie się z problemem braku próbek w perfumeriach? 

  • Bardzo ciekawy punkt widzenia, który na pewno zainteresuje większość producentów kosmetyków naturalnych. Fajnie jest kierować też takie uwagi bezpośrednio do producentów aby mogli odnieść się do nich i udzielić fachowych oraz wyczerpujących odpowiedzi.

Wszystkie materiały zawarte na łamach bloga są chronione prawami autorskimi, a ich kopiowanie lub wykorzystywanie jest zabronione.

© 2008 - 2018 - BeautyIcon.pl

Social Media