Nowoczesna kosmetologia i medycyna estetyczna. Jak starzeć się ładnie i godnie, w harmonii ze sobą

Podczas gdy trwa walka pomiędzy zagorzałymi zwolennikami medycyny estetycznej i chirurgii, a propagatorami naturalnego starzenia się ‚‚z godnością’’, moje zdanie w tym temacie leży zupełnie w innym miejscu…

źródło: pinterest.com

W życiu zazwyczaj bywam zwolenniczką umiaru, w tym powściągliwości w ocenach różnego rodzaju opinii, zachowań, przekazywanych informacji. Być może nie jest to najlepsza opcja na bycie osobą o wyrazistych poglądach, ale równie dobrze mogę powiedzieć, że taka postawa przestrzega mnie przed popełnieniem błędu i otwiera na nowe rozwiązania… Nawet w nauce rzadko możemy być czegoś pewnym w 100%. Liczba błędów poznawczych jakie popełniamy na co dzień jest ogromna i by przybliżyć te zjawiska musiałabym opracować osobny post.

Tego typu otwartość powoduje, że zamiast się frustrować i popadać w skrajności, łatwiej znaleźć właściwe dla siebie rozwiązanie.

W każdym razie, czy istnieje jeszcze jakaś opcja na starzenie się, by czuć się po prostu dobrze ze sobą? W świecie konsumpcji, promowania perfekcji, od której z kolei inni uciekają, popadając w kolejną skrajność – imperfekcję… jednocześnie eksponując własną niepewność, którą ego musi zracjonalizować. Bo o co właściwie walczymy? O kogo? Negujemy perfekcjonizm, bo nie potrafimy sprostać tym nierzadko wygórowanym wymaganiom, ale jednocześnie potrafimy totalnie osiąść na laurach, ponieważ trudno nam określić kim jesteśmy i czego pragniemy… Tego typu niestałość wynika nie tylko z postępujących uproszczeń (pozbawiające nas szansy na refleksję), ale i między innymi z nawiązania do mechanizmu psychologicznego jakim jest uczenie przez modelowanie… Zastanówmy się przez chwilę, w jak dużej mierze to co robimy wynika z wpływu z zewnątrz? Z przeglądanej prasy, blogów, telewizji, opowieści koleżanek, kultur i grup społecznych, do których przynależymy (zachowania konformistyczne). Bardzo łatwo w liberalnym, kapitalistycznym i zarazem oceniającym świecie wpaść w pułapkę skrajności.

Akceptacja siebie

Jedno jest pewne, zdrowie zawsze będzie ”trendy”. Jeżeli czujemy się źle, nie dbamy o siebie – nie ma mowy o akceptacji. Mądre = rozważne korzystanie z nowinek technologii kosmetyczno-medycznych, może pozytywnie wpłynąć na nasze samopoczucie i zdrowie. Podam przykład. W przypadku zaburzenia jakim jest insulinooporność, gdzie nadmierna produkcja insuliny przyczynia się do ciągłego upychania glukozy w komórki tłuszczowe blokując jej przemianę w energię, co z kolei prowadzi do nadmiernego przyrostu tkanki tłuszczowej, pogorszenia samopoczucia, rozregulowania gospodarki hormonalnej… Najlepszym rozwiązaniem jest redukcja tkanki tłuszczowej. Ale jak to zrobić, skoro odpowiednie przemiany blokuje insulina? Czasem dieta i sport nie są wystarczające do pozbycia się opornego tłuszczu, w takim przypadku pomóc mogą zabiegi wykonywane w gabinetach urody i medycyny estetycznej.

Codzienne rytuały

Sama świadomość dbania o siebie, wykonywanie codziennie rytuałów, w których skupiamy się na sobie – o tym by odpowiednio ukierunkować myśli w stronę produktywnych celów oraz zadbać o ciało – polepsza naszą samoakceptację. I nie ma to nic wspólnego z nadmiernym korzystaniem ze zdobyczy technologii kosmetycznych, które zdają się przeczyć tej tezie, u której podstaw leży umiar, równowaga, po prostu harmonia.

Ideały nie istnieją

Naturalnie, co udowodniono naukowo, człowiek dąży do uśrednienia… nawet jeśli swego czasu wznosimy się na wyżyny, to wkrótce te osiągi spadają. Mamy pewną średnią, której prędzej czy później dotykamy. Nikt nie jest idealny.

I co dalej? Jak mądrze korzystać z zabiegów w salonach urody

Problem medycyny estetycznej i nowoczesnej kosmetologii (kosmetologia estetyczna) zaczyna się wtedy, kiedy nie korzystamy umiejętnie z jej zdobyczy. I nie tylko my, ale także fachowcy, z których usług korzystamy. Coraz większe uproszczenia w różnych aspektach życia powodują, że człowiek się rutynizuje –  zapominanie o bezpieczeństwie, pośpiech i oczekiwanie coraz większych zwrotów z poniesionych nakładów finansowych na inwestycję jaką są salony urody powoduje, że różnego rodzaju specjaliści nie zawsze działają na naszą korzyść.

Kolejna kwestia to wizja osoby – zarówno ja, ale i specjalista, możemy mieć nieco odmienną wizję na efekt końcowy. I najgorsze co możemy w tym wszystkim zrobić, to nadmiernie się spieszyć i ufać drugiej stronie wierząc, że otrzymany efekt będzie zbieżny z oczekiwaniami.

Pamiętajmy, że zabiegi w salonach urody są coraz bardziej inwazyjne, nie tylko chodzi o kontakt z krwią, ale o szeroki zakres zmian jakie zabiegi powodują w całym organizmie. Dodajmy nakładanie się efektów, z każdym zabiegiem i z każdym rokiem korzystania z zabiegów w szczególności tych z oferty medycyny estetycznej.

Kobiety uzależniają się, widząc pierwsze dobre rezultaty poprawy urody brną w to dalej, co często kończy się co raz gorszym efektem… znowu przesadzamy.

Czy medycyna estetyczna jest całkowicie bezpieczna?

Zdecydowanie podejmujemy ryzyko, którego efekty mogą zarówno nas zadowolić, jak i na jakimś etapie doprowadzić do płaczu. Teoretycznie cenione technologie aparaturowe chwalą się badaniami i udowodnionym działaniem… nie znam szczegółów i na tym polu również należałoby się przyjrzeć, jak bardzo prawdziwe są te zapewnienia, kto przeprowadzał badania – jak rzetelne są te dane oraz wziąć pod uwagę rynek maszyn zbliżonych do tych oryginalnych, które nie mogą się pochwalić tego typu gwarancją i skutecznością działania. Dochodzi tu czynnik ludzki, stąd przed każdym zabiegiem podpisujemy specjalną zgodę i zapoznajemy się z przeciwwskazaniami. Umiejętności fachowca zarówno w obchodzeniu się z maszyną, jak i znajomość ludzkiej anatomii, a także wyczucie przy wprowadzaniu preparatów pod skórę oraz zalecenia pozabiegowe, stanowią istotną część w drodze do dobrego rezultatu. Żaden specjalista nie jest w stanie w 100% przewidzieć efektu.

Jakie są moje doświadczenia z zabiegami medycyny estetycznej?

Są dobre i złe. Dlatego też powstał ten post, wynikający z obserwacji własnej oraz wielu rozmów z fachowcami. Moją receptą na naturalne starzenie się nie jest pozostawienie swojego wyglądu samemu sobie, gdy tak naprawdę cały czas wpływa na niego to jak żyję, co jem, nawet co myślę…. A także jak dbam o skórę podczas codziennej rutyny pielęgnacyjnej i nakładanego makijażu. Rozumiem, że wszystkie propagatorki naturalnego starzenia nie stosują kosmetyków i nie dbają o dietę? Z drugiej strony mam wrażenie, że Panie, które regularnie i w nadmiarze poddają się zabiegom medycznym, za wszelką cenę chcąc zatrzymać czas, finalnie tak też zaczynają wyglądać. Ich twarze przypominają zastygłe maski, o nienaturalnej mimice i niejednokrotnie zmienionych rysach twarzy. Takiego typu myślenie napawa mnie smutkiem… jak bardzo w życiu sprawdza się zasada, że człowiek nie ogląda się za siebie i ciągle chce więcej, szybko zapomina o tym co ma i nienasycony zaczyna pragnąć więcej… to droga donikąd.

Starzenie to poczucie harmonii

Moim zdaniem warto po prostu być bardziej świadomym – zaakceptować upływający czas i dbać o siebie po to, by wydobyć piękno tego starzenia… by skóra była jak najdłużej gładka i promienna i rzeczywiście – jeśli zachodzi potrzeba – pozbyć się prawdziwych defektów, które sprawiają, że nasza twarz nie wygląda harmonijnie. Mam na myśli duże przebarwienia, blizny, deformacje, poprawa dużej asymetrii ust czy nosa, opadających powiek, które przecież zakrywają piękno błyszczących oczu. Przy niektórych buziach opadanie policzków negatywnie wpływa na pogodny wyraz twarzy, myślę, że tu również w miarę możliwości warto zadziałać. Warto po to, by na co dzień patrzeć na siebie z radością… odróżnić dążenie do perfekcji i zatrzymania czasu na siłę, z poczuciem dbania o siebie i satysfakcją upływającego czasu i zmian.

Gdy patrzę na siebie w lustro widzę, że moje policzki są bardziej płaskie, pojawiły się bruzdy nowoso-wargowe, ale też moja twarz jest przez to bardziej wyrazista. To ciekawe doświadczenie patrzeć na siebie z perspektywy lat i przebytych doświadczeń, będąc nadal pewną siebie i własnej wartości, dbając o siebie na różnych wymiarach, zarówno cielesnych i na drodze rozwoju osobistego.

źródło: pinterest.com

Moje wskazówki

Podsumowując, na podstawie swoich refleksji i doświadczeń warto:

  • Priorytet – zdrowie, potem uroda – zmiana stylu życia sprzyjająca zdrowiu, sprzyja również urodzie. Dieta bogata w antyoksydanty, błonnik, eliminacja szkodliwych dla nas produktów i przetworzonej żywności. Moja dodatkowa rada w tym temacie – dużo zielonych warzyw, mogą być w formie codziennych koktajli z dodatkiem oleju lnianego, probiotyków (można zakupić w formie sypkiej wraz z błonnikiem) i chlorelli, zamiast jednego posiłku dziennie.
  • Ostrożność – podobnie jak na drodze, obowiązuje zasada ograniczonego zaufania, przed wykonaniem jakiegokolwiek zabiegu należy dobrze rozeznać się w temacie i zadawać pytania, nawet te najbardziej oczywiste. Jeżeli cokolwiek nadal wzbudza Twoje wątpliwości po rozmowie z fachowcem – wstrzymałabym się z decyzją.
  • Zaakceptowanie starzenia się, co łączy się z mniejszymi oczekiwaniami co do efektu jakiegokolwiek zabiegu kosmetycznego czy medycyny estetycznej. Rzadko, które zabiegi eliminują natychmiastowo dany defekt urody, a większość dobrze jest wykonywać stopniowo dla uzyskania najlepszego rezultatu.
  • Ostudzić emocje, włączyć rozsądek. Prywatnie kieruje się zasadą, że układam rozwiązania przewidując najgorsze scenariusze… wolę się miło zaskoczyć niż sparzyć, będąc nadmiernie optymistyczna, tym bardziej gdy chodzi o ważne decyzje w życiu. Nie ma co biadolić, że wygląd nie jest ważny, a tym bardziej ingerencja, która doprowadza do jego zmiany. Przewidując najgorsze scenariusze będziesz bardziej ostrożna i rozsądna w podejmowaniu decyzji – mniejsze ryzyko popełnienia błędu.
  • Czy skorzystać z usług lekarza medycyny estetycznej czy kosmetologa? Temat rzeka. Z mojego prywatnego doświadczenia to właśnie lekarze się nie popisali (na szczęście nie było to nic wielkiego i nieodwracalnego), co nie oznacza, że to reguła. Nadal bardziej ufam zdobytym kompetencjom i wykształceniu medycznemu, ale też nie palę na stosie kosmetologów. Znam kilku naprawdę dobrych fachowców i wybrałabym taką osobę szczególnie przy mniej inwazyjnych zabiegach. Warto również pytać o doświadczenie oraz o pokazanie zdjęć swojej pracy – efektów na klientkach. Ogólnie uważam, że każdy czuje na swoich plecach oddech odpowiedzialność i w renomowanych salonach urody nie tylko stosuje się preparaty oraz aparaturę najlepszej jakości, ale i w szczególny sposób dba się o powodzenie zabiegu. Z kolei mam wrażenie, że niektórzy lekarze z racji prestiżu swojego zawodu i wieloletniej nauki, czują się nieomylni i z większą śmiałością podchodzą do zabiegów – nie są tak zachowawczy. Nie powiedziałabym, że lekarze mają jakoś znacząco większą wiedzę z zakresu medycyny estetycznej w porównaniu z dobrze przeszkolonym kosmetologiem, wszak na studiach medycznych nie ma przedmiotu medycyna estetyczna i lekarze danej specjalizacji chcący wykonywać te zabiegi szkolą się podobnie jak kosmetolodzy, wliczając w to konferencje i kursy. Oczywiście pomimo to, unikałabym słabo zaangażowanych kosmetologów i nowicjuszy. W obu branżach szukałabym cenionych specjalistów. Warto!
  • Właściwy dobór pielęgnacji domowej i sumienność w jej stosowaniu. Warto skorzystać z konsultacji dermatologicznej, szczególnie jeśli jesteśmy na początku drogi lub mamy problem ze skórą.
  • Wszystkie będziemy kolokwialnie mówiąc stare fizycznie :) Piękna starość to także poczucie tego jaką się jest osobą wewnątrz… jeżeli nie ma równowagi wewnątrz prawdopodobnie nie będzie zadowolenia z wyglądu.

Jestem ciekawa Twojego zdania. Co sądzisz o zabiegach medycyny estetycznej? Czy warto je wykonywać i w jakim celu? Czy masz jakieś doświadczenia i z jakim rezultatem?

Ogromnie zachęcam do dyskusji :)

  • iconic743

    Świetny post Agatko i akurat z racji wieku bardzo dla mnie ważny. Nie mam problemu z tym ile mam lat , nigdy tego nie ukrywam a krygowanie sie kobiet w tej kwestii mnie śmieszy. Myślałam że będę mieć problem z tym że się starzeje ale nie-uważam że przez zmarszczki moja twarz nabrała charakteru. Nie wyobrażam sobie żeby do tego co widziały w życiu moje oczy pasowałaby wyprasowana twarz. Zmieniło się też moje ciało ale wygląda lepiej od niejednego ciała 18-latki bo mam zupelnie inne nawyki zywieniowe niż większość mlodych ludzi(mówię o Holendrach) i wierzę w domowe jedzenie, proste i jak najmniej przetworzone. Zawsze też dużo się ruszalam i tak jest do tej pory. Ale…nie mogę się pogodzić z utratą owalu twarzy i co już wiesz planuję zabieg w przyszlym roku .Nigdy nie bylam zwolenniczką naturalnego piękna i uważam że wszystko jest dla ludzi , byle z umiarem a dążenie do jednego , wymyślonego przez na przykład media kanonu piękna jest dla mnie idiotyczne i nie rozumiem jak kobiety mogą chcieć wyglądać identycznie. A dbanie o siebie i szanowanie swojej urody to coś co bardzo cenię u kobiet -uwielbiam patrzeć na starsze panie po których widać że właśnie systematycznie o siebie dbaly bo mają ciągle piękna cerę, ręce i pomimo zmarszczek wyglądają o niebo lepiej od 20 latek zniszczonych fast foodami i opalaniem. Jestem jak najbardziej za medycyną estetyczną i cieszę się że żyje w czasach gdzie jest ona dostępna i daje dużo możliwości.

  • iwona

    Na to jak się zestarzejemy oprócz oczywistych czynników jak tryb życia, nadmiar stresu, choroby, dieta wpływ maja również geny. A te kobietom w mojej rodzinie sprzyjają. Moja Mama nie używała kosmetyków prawie wcale a mimo to jej buzia do końca wygladala dobrze, na pewno młodziej niż widniało to w dowodzie. Pięknie wyglądają moje ciocie czy babcie, wierzę więc, że mnie i te dobre geny dosiegną ;) nie mam problemów ze swoim wyglądem, na Boga mam dopiero 37 lat i nie kumam moich koleżanek, znajomych które już maja poprawione to i owo. Nie jestem zwolenniczką zabiegów. Przeżyłam dwa porody i dziękuję za dodatkowe wrażenia :D. Wiele osób tak jak piszesz nie zna umiaru, przekonuje ze wyglada naturalnie, moim zdaniem tak nie jest. To jest ogólnie temat rzeka, ciezko znaleźć złoty środek, bo sprzedaje nam się idealny swiat, idealne domy, rodziny i wyglad a ideałów nie ma.

  • Bardzo mądrze, rzeczowo i rozsądnie napisane:) nie jestem zwolenniczką nadmiaru medycyny estetycznej, ani tym bardziej osiadania na laurach, i myślę, że dbanie o zdrowie oraz świadome korzystanie z kosmetyków czy zabiegów, jest w stanie sprawić, że bedziemy starzeć się i ładnie i godnie. Bardzo istotne jest też po prostu zaakceptowanie i polubienie siebie, bo bez tego żadna ingerencja chirurga czy kosmetologa nie pomoże. Sama korzystałam z zabiegów laserowych niwelujących przebarwienia i blizny, po których moja samoocena w końcu wróciła do normalnego poziomu. Wybrałam lekarza, z tego względu, że moje problemy z cerą były poważne i niesamowicie odbijały się na moim samopoczuciu.

  • Marta

    Agatko, bardzo rozsądne, zrównoważone podejście. Przyznam, że boję się starości i cieszę się, że żyjemy w czasach, kiedy przeciwdziałanie starzeniu, opóźnienie go jest jak najbardziej możliwe. Kiedy (w lipcu będzie rok) zaczynałam kurację izotretinoiną pani dermatolog powiedziała, że regularnie stosowanie tego leku opóźni starzenie mojej skóry o co najmniej 10 lat (tak mówią badania). Przyznam, że to całkiem niezła perspektywa :) Ale mówimy tu oczywiście tylko o jakości skóry, jest jeszcze grawitacja, czyli tracenie owalu. W tym przypadku liczę właśnie na medycynę/ kosmetologię estetyczną.

    Ja jestem perfekcjonistką, mam swoją wizję siebie w przyszłości i wiem, że poświęcę wielu czasu, energii i w miarę możliwości pieniędzy, żeby sprostać tej wizji. Kluczem jest systematyczność, regularność pielęgnacji domowej i zabiegów w gabinetach. Bardzo wierzę w złuszczanie. To, że złuszczanie mocno stymuluje skórę do produkcji nowych komórek i podtrzymuje ten, spowalniający z wiekiem, proces. Złuszczanie na różnych poziomach: peelingami ziarnistymi, kawitacją, mikrodermabrazją, złuszczanie chemiczne, laserowe, itd.

    Tylko, tak jak wspomniałaś we wpisie, jestem osobą, której ciągle mało. Mam teraz naprawdę bardzo dobrą skórę, nie miałam takiej od lat, a ja chciałabym jeszcze piękniejszą ;) Jeszcze równiejszą fakturę, większy blask, nie jedną krostkę, ale zero przez dłuższy czas. I na tę pazerność muszę uważać, bo łatwo jest przesadzić i w efekcie doprowadzić do podrażnienia, kroku wstecz. Stopuje mnie właśnie pani kosmetolog, do której chodzę w Belli. Pozdrawiam serdecznie :)

    • Na wstępie cieszę się, że zabiegi przynoszą rezultaty :) Co do perfekcjonizmu… wiesz jak jest, już się zgodziłyśmy w tym temacie :) Różnimy się tu tylko celami… do każdego z nich warto dążyć, bo to ma przynieść zadowolenie, a sama droga też jest potrzebna i pouczająca. Myślę, że ten nasz ”perfekcjonizm” ma raczej nieco inne podłoże… może wynika to z pasji do ulepszania czegoś, poznawania, a nie tylko z jakiegoś wielkiego niezadowolenia… ja na przykład lubię się w coś wkręcać tzn. długo nad czymś pracować, mozolnie, ulepszać i to sprawia mi przyjemność. Raczej nie jest tak, że skupiam się na negatywnych stronach danej rzeczy, szybko o takich sprawach zapominam lub to natychmiast poprawiam. Wychodzi na to, że perfekcjonizm może mieć różne odcienie i nie zawsze jest taki ”zły” jak go malują ;) :*

      • Marta

        Masz rację. oczywiście. Ja jestem ogólnie z siebie, ze swojego wyglądu zadowolona, a że widzę pewne pola, na których warto działać, poprawiać i ulepszać, tym zdrowiej – dla mnie przynajmniej ;) Dużą przyjemność sprawa mi pielęgnacja, wyszukiwanie nowych składników, testy :*

        • A co jeśli efekt nie tylko nie będzie zgodny z założeniem, a wręcz przeciwnie może zniweczyć w pewnym momencie coś co już uzyskałaś? Czy czasem o tym myślisz? Zastanawiam się nad tym w kontekście zabiegów w gabinecie, które są jednak bardziej inwazyjne. Przyznam, że ja sama się tego obawiam i biorąc pod uwagę, że mam cerę wrażliwą, z tendencją do naczynek na myśl o mikrodermabrazji dostaję przysłowiowych dreszczy ;) Wiem, że masz skórę dosyć odporną, ale wydaje mi się, że każdy taki zabieg może doprowadzić do uwrażliwienia cery w przyszłości… trudno tu rozpoznać tak naprawdę na ile można sobie pozwolić by sobie nie zaszkodzić.

          • Marta

            Coraz więcej mówi się o tym, jak ważne jest utrzymanie odpowiedniej bariery hydrolipidowej, o tym że stan zapalny wywoływany przez agresywne zabiegi i kosmetyki też przyspiesza starzenie. Były już takie sytuacje, że na własne życzenie zrobiłam sobie krzywdę. Nigdy w gabinecie, bo tam stopują moje chęci, ale w domu.

            Nierozsądne stosowanie lata temu retinaldehydu połączonego z kwasem glikolowym (w preparacie Diacneal) spowodowało duże problemy z unaczynieniem skóry i, co tu dużo mówić, wiecznie czerwoną twarz. Jej uspokojenie zajęło mi dwa lata (udało się dzięki witaminie c). Inny przykład to stosowanie dwa razy dziennie toniku na alkoholu z kwasem salicylowym. Cera najpierw pięknie się oczyściła, ale była tak sucha, że nie mogłam się uśmiechnąć. W efekcie powstał stan zapalny i wyrzut takiego trądziku, jakiego nigdy wcześniej nie miałam. Leczyłam go pół roku.

            Także widzisz, moja droga ku doskonałości okupiona jest wieloma błędami, ale to mnie nie zniechęca. Wiem, że często sama jestem winna podrażnieniu, łuszczeniu, ale pragnienie jest silniejsze :) Uczę się robić przerwy, wprowadzając pielęgnację kojącą, bo wiem już, że skóra podrażniona piękna nigdy nie będzie.

          • Nie ganię, a podziwiam za konsekwencję :) Pewna sumienność w dzisiejszych czasach jest cechą na wagę złota, bez tego trudno o dobre efekty, w tym w pielęgnacji. Błędy są i będą, tak w dużym skrócie… :)

  • Renata Skrzetuska

    Agatko, post oczywiście niezły. byłabym tylko nieco ostrożniejsza w wydawaniu pewnych rad w przypadku, kiedy nie do końca wiem, o czym mówię. Radzenie osobom z insulinooprnością , aby swój „problem” rozwiązywali w gabinecie medycyny estetycznej lub, co gorsza, u kosmetologa, jest co tu mówić trochę nieodpowiedzialne. Zapewne chęci były dobre, lecz efekty mogą być opłakane.
    Pozdrawiam i życzę przemyślanych wpisów. Renata Skrzetuska

    • Renatko, dziękuję. Nie nakłaniam do radzenia sobie z chorobą w gabinecie, ponieważ u podstaw leczenia insulinooporności jest właściwa dieta z niskim IG i aktywność fizyczna, natomiast te wytyczne czasem nie wystarczą, czego jestem przykładem… chociażby stres i nietolerancje pokarmowe potrafią skutecznie blokować pozytywne zmiany. Rozmawiałam o tym problemie ze swoim endokrynologiem, który jasno wskazał, że każdy sposób, który przyczyni się do utraty tkanki tłuszczowej pozytywnie wpłynie na zdrowie osób z insulinoopornością, mowa tu o zabiegach kosmetycznych / medycyny estetycznej. Praktycznie jeśli nie ma cukrzycy i innych wymienionych w przeciwskazaniach dolegliwości nie ma żadnego ryzyka wykonywania tego typu zabiegów, jedynym ”negatywnym” skutkiem może być po prostu brak efektu lub efekt niedostateczny. O jakich opłakanych efektach mówisz? Chętnie Cię wysłucham :)

      • Renata Skrzetuska

        Agatko,
        wiem, że w zamyśle miało być dobrze. Ale: „Podam przykład. W przypadku zaburzenia jakim jest insulinooporność, gdzie nadmierna produkcja insuliny przyczynia się do ciągłego upychania glukozy w komórki tłuszczowe blokując jej przemianę w energię, co z kolei prowadzi do nadmiernego przyrostu tkanki tłuszczowej, pogorszenia samopoczucia, rozregulowania gospodarki hormonalnej… Najlepszym rozwiązaniem jest redukcja tkanki tłuszczowej. Ale jak to zrobić, skoro odpowiednie przemiany blokuje insulina? Czasem dieta i sport nie są wystarczające do pozbycia się opornego tłuszczu, w takim przypadku pomóc mogą zabiegi wykonywane w gabinetach urody i medycyny estetycznej.” W przypadku insulinooporności chory musi być pod kontrolą lekarza, przyjmować leki, oczywiście, jeżeli ma nadwagę, musi ją zrzucić. Odpowiednimi metodami. Natomiast w obliczu choroby ludzie często wypierają ją ze swojej świadomości. Opierając się na powyższym fragmencie można łatwo dojść do wniosku, że jeżeli pochodzi się do kosmetologa ew. zrobi luposukcję , to problem zniknie sam, co oczywiście nie jest prawdą. Natomiast wydłuży czas nieleczenia schorzenia i doprowadzi di nieodwracalnych powikłań związanych z angiopatią, nefropatią, czy utratą wzroku, których niestety nie da się cofnąć. Problem, w tym, jak zinterpretują Twój tekst dziewczyny z nadwagą, insulinoopornością czy zespołem policystycznych jajników. Nie mające wiedzy medycznej. Medycyna kliniczna często przeraża. Kosmetologia nie. Kosmetolodzy nie mają wiedzy fachowej związanej z tymi dziedzinami, nieświadomie mogą zaszkodzić i to bardzo.
        Pozdrawiam serdecznie . Renata Skrzetuska

  • Jak się malować by Marta Malek

    Bardzo fajny post! Ja żyję zasadą, że należy robić wszystko co sprawi, że poczujemy się dobrze ze sobą, nawet jeśli są to ingerencje chirurgiczne.
    Droga do akceptacji siebie jest długa i kamienista ale do przebycia :) Na pewno warto pomyśleć o tym jak żyjemy i jak się odżywiamy, trzeba zacząć od podstaw i potem ewentualnie dokładać bardziej inwazyjne rzeczy.

    Pozdrawiam serdecznie :)

  • Agata Paprota

    Robię od kilku lat serię przynajmniej raz w roku. Ujędrnia i likwiduje uczucie „ciężkich nóg” . Mam problemy z tarczycą i zatrzymuje mi się woda w organiźmie. Teraz zapisałam się w czerwcu na zabiegi endermologii w Centrum Zdrowej Skóry w Warszawie, bo mają promocję. Poleciła mi ich koleżanka ze studiów.

Wszystkie materiały zawarte na łamach bloga są chronione prawami autorskimi, a ich kopiowanie lub wykorzystywanie jest zabronione.

© 2008 - 2018 - BeautyIcon.pl

Social Media