TEST Samoopalaczy. Jak stosować by uzyskać naturalny efekt?

Ostatnio pisałam o pielęgnacji słonecznej. Teraz chciałabym nawiązać do tematu samego opalania… Nie każda z nas aprobuje opalanie, z różnych względów unikamy słońca, jednak w większości chcemy przynajmniej latem uzyskać cieplejszy odcień skóry.

 

Teoretycznie najładniejszy odcień skóry zapewnia nam sama ”natura”, ale na rynku kosmetycznym z roku na rok pojawiają się co raz to nowe formuły kosmetyków samoopalających spełniające bieżące potrzeby.  Samoopalacze nie muszą już brzydko pachnieć, plamić skóry, zabarwiać jej na nienaturalnie pomarańczowy kolor. W tym wpisie chciałabym Wam przybliżyć moje kosmetyki samoopalające oraz rozświetlacze, które dodatkowo eksponują brązowy koloryt skóry. Pokażę Wam zarówno te lepsze jak i przeciętne kosmetyki, które przetestowałam na sobie na przestrzeni kilku lat.

Przede wszystkim kosmetyki samoopalające należy podzielić na delikatniejsze balsamy stopniowo zabarwiające skórę i kosmetyki nadające efekt opalenizny już po paru godzinach od użycia… Nowością tego lata jest dodatkowa funkcja samoopalacza, który koloryzuje skórę tuż po aplikacji umożliwiając dosłownie błyskawiczny efekt opalenizny (Clinique Self Sun).

 

Różnice w nazwach nie odnoszą się wyłącznie do funkcjonalności, przy bliższym poznaniu kosmetyki te wykazują istotne różnice, które wpływają na stopień opalenizny, komfort i częstotliwość aplikacji.

Kosmetyki stopniowo zabarwiające skórę działają tylko na jej powierzchni. Mówi się, że stanowią najlepszy wybór dla amatorów, bo gwarantują delikatny, stopniowy efekt, a przez to łatwiej uzyskać równomiernie opalony kolor skóry. Z mojego punktu widzenia takie balsamy oferowane przez wiele marek drogeryjnych jak np. Dove, Nivea, a także w salonach Yves Rocher nie są wcale takie doskonałe. Wszystkie niestety utleniają się wydzielając przykry zapach, należy je stosować codziennie, bo gdy skóra zaczyna się naturalnie złuszczać z dnia na dzień powstają widoczne nierówności w kolorycie.

 

Zazwyczaj balsamy te oferowane są w dwóch odcieniach: dla jasnej i ciemnej karnacji. Zdecydowanie dla każdej cery polecam tą drugą opcję, ta pierwsza barwi skórę na jasny żółtawy odcień, który nie ma nic wspólnego z choćby odrobiną brązu.

 

Po przetestowaniu kilku balsamów zdecydowanie najkorzystniej wypadają te z Yves Rocher. Delikatny kwiatowy zapach, zawartość niewielkich drobinek rozświetlających w żelu, równomierny efekt to walory tych kosmetyków. Wadą nadal pozostaje przykry zapach utleniającego się na skórze specyfiku oraz konieczność codziennej aplikacji podtrzymującej i tak dość słaby efekt.

 

Klasyczne samoopalacze to kosmetyki o bardziej zdecydowanym działaniu. Nałożone na skórę momentalnie zaczynają funkcjonować a efekt ostateczny widać po paru godzinach. Parę z tych, które używałam są wolne od przykrego zapachu (samoopalacz w kroplach Collistar i w sprayu Sephora), a co ważniejsze gwarantują intensywniejszy i ładniejszy efekt niż balsamy. Jeśli chodzi o częstotliwość stosowania to ja smaruję się co drugi dzień choć zalecana jest aplikacja raz na 3-4 dni. Oczywiście wszystkie samoopalacze aplikujemy po uprzednim złuszczeniu naskórka peelingiem. Mówi się, że najlepiej to robić na 24h przed nałożeniem kosmetyku barwiącego oraz na wcześniej nawilżoną skórę by zapewnić jej równomierny opalony kolor. Taki sposób zapobiega też ciemnym plamom na grubszej i z reguły bardziej suchej skórze łokci, kolan, łydek… Pamiętajmy też o dokładnym rozsmarowaniu na linii zgięć rąk, zagłębień (okolice obojczyka) i dłoni oraz stóp. Po każdej aplikacji myjemy spodnią część dłoni i dokładnie oczyszczamy paznokcie (jeżeli dostanie się tam samoopalacz zabarwią się na żółto). Razem to wszystko zajmuje trochę czasu, ale efekt jest tego wart :-)

Podsumowując jeśli decydujecie się na balsam polecam markę Yves Rocher i kosmetyki: samoopalające mleczko (kremowy balsam do ciała) oraz samoopalający żel rozświetlający do twarzy i ciała (brązowy żel ze złotymi drobinkami). Jeśli natomiast szukacie perfekcyjnego samoopalacza to zdecydowanie polecam Collistar o konsystencji olejku Magic Drops (w obu wersjach: do twarzy i ciała/nóg) lub mgiełkę samoopalającą w sprayu Sephora Tinted Self-Tanning Body Mist.

 

Collistar, Magic Drops. Lekki, wodnisty olejek o brązowym kolorze, pozwalającym na łatwą i precyzyjną aplikację. Opakowanie z pompką pozwala na miarowe dozowanie kosmetyku. Tylko dwa naciśnięcia pompki dozują ilość potrzebną do rozsmarowania na daną partię ciała. Jest to kosmetyk bardzo wydajny ( jedno opakowanie starcza na dwa sezony letnie przy regularnym stosowaniu). Efekt jest naturalny, równomierny, w kroplach zatopione są delikatnie złote drobinki. Zapach dość wyraźny, ale na skórze szybko wietrzeje i nie przeszkadza.  Cena ok. 150zł / 125ml.

Sephora, Tinted Self-Tanning Body Mist. Mgiełka samoopalająca w sprayu o wodnistej konsystencji w brązowym kolorze. Na początku użycie tego kosmetyku sprawia pewną trudność i wymaga wypracowania odpowiedniej metody aplikacji. Ja nakładam go miejscowo na skórę w większej ilości po czym rozsmarowuję na wybranym obszarze. Wydaje mi się, że kosmetyk ten jest mniej wydajny od kropel Collistar, trzeba dość obficie spryskać skórę by zapewnić oczekiwany efekt. Kolor jest naturalny, równomierny. Zapach delikatnie kwiatowy. Cena 39zł /150ml.

 

Kosmetyki uzupełniające, które pogłębiają opaleniznę i dodają zmysłowego blasku to np. olejki rozświetlające: Nuxe Huile Prodigieuse OR, Sephora Body Sparkle Oil, Avon Mineral Gems Shimmering Body Oil oraz rozświetlacz-bronzer w sztyfcie The Body Shop Body & Leg Shine.

 

Zdecydowanie najlepiej sprawdza się legendarny olejek Nuxe Huile Prodigieuse OR. Na drugim miejscu apetyczny Sephora Body Sparkle Oil o zapachu czekoladowej praliny, a subtelną ciekawostką jest The Body Shop, który świetnie sprawdza się na nogach dodając im zmysłowego połysku.

 

A jak Wasza skóra wygląda w lecie? Lubicie się opalać czy stosujecie tak jak ja samoopalacze? Czym ewentualnie podkreślacie letnią opaleniznę?

  • Te Magic drops mozna dodawac do swojego ulubionego balsamu:) dadza super fajny efekt.
    Co do zapachu – to kazdy nawet balsam samoopalajacy z odrobina dihydroksyacetonu jednak smierdzi:)
    Jak intensywnie podobno zalezy od ph skory:)
    Erytruloza barwi lepiej i długotrwalej.
    Sliczna stronka:)

    • Beautyicon.pl

      Dziękuję za pouczający i miły komentarz :-)

      • ee to nie miało byc pouczenie :)

  • MagDar

    Ja bardzo lubię samoopalacze z Lancaster – banalnie proste w obsłudze, nie robią plam i smug i dają bardzo naturalny efekt. Podobnie zachowuje się Kanebo – dodatkowo cudownie nawilża skórę. Przetestowałam milion samoopalaczy i te dwa najmniej pachną tym samoopalaczowym zapachem… Aha, nakładam je w gumowych, cienkich rękawiczkach, a z wierzchami moich rąk radzi sobie mój narzeczony:) Super zdjęcie, uwielbiam Twoje recenzje!

    • Beautyicon.pl

      Słyszałam zarówno o Lancaster i Kanebo… Polecana jest także marka Clarins, a konkretnie samoopalacz do twarzy. Na razie jednak mam swoich faworytów, może kiedyś coś innego wpadnie mi w ręce to na pewno zdam relację :-) Dziękuję za miły komentarz!

  • Mam ochotę wypróbować Sephora Body Sparkle Oil. Uwielbiam zapach czekolady w kosmetykach! Ostatnio testuję Balsam brązująco-ujędrniający Cafe Latte marki Lirene i jestem bardzo zadowolona z uzyskanego koloru, nie jest ani zbyt żółty ani zbyt pomarańczowy. Zapach jest też bardzo przyjemny.

    • Beautyicon.pl

      Tak się teraz zastanawiam, czy ta czekoladka nie była przypadkiem limitowana… Natomiast to nie pierwsza taka ”pyszna” edycja i warto zaglądać do Sephory… Co do Lirene, nie miałam styczności z Cafe Latte, ale jeśli Twoja śliczna opalenizna jest zasługą tego kosmetyku to rzeczywiście warto przyjrzeć się bliżej :-)

  • Pingback: Pielęgnacja ciała i twarzy latem Ulubione kosmetyki | Beautyicon // kosmetyki // testy // recenzje()

  • Klaudia

    Dla mnie najlepszym samoopalaczem jaki stosowałam jest St. Moriz. Daje bardzo ładną, naturalną opaleniznę. Łatwo się go rozprowadza ale zdecydowanie polecam dokupić do tego rękawicę. Nie ma tego charakterystycznego dla samoopalaczy „zapaszku”, no i ma przystępną cenę.

Wszystkie materiały zawarte na łamach bloga są chronione prawami autorskimi, a ich kopiowanie lub wykorzystywanie jest zabronione.

© 2008 - 2018 - BeautyIcon.pl

Social Media