Londyn – moje przemyślenia i ulubione miejsca

Lubię tu wracać, Londyn ładuje moje baterie, zmienia sposób postrzegania na niektóre sprawy, a w innych tylko mnie utwierdza. Pomimo, że latanie samolotem nigdy nie należało do moich ulubionych form transportu, jestem w stanie wytrzymać te dwie godziny przymykania na to oczu. Wszak wielogodzinna jazda samochodem byłaby wyczynem znacznie bardziej karkołomnym, niż wyciszenie nadajnika strachu, który w wielu przypadkach jest irracjonalny. Czy goni mnie tu jakiś niedźwiedź? Raczej nie… i po strachu :)

źródło zdjęcia: pinterest.com

Kilka przemyśleń

Nie jestem najlepsza w opowiadaniu o sobie. Być może wynika to z faktu, że z natury jestem introwertyczką, która niekiedy lubi czasowo poekstrawertyczyć np. wtedy gdy ma do przekazania coś ważnego… Dlatego też mój styl blogowania wygląda właśnie tak, być może nie zaspokaja ludzkiej ciekawości, nie tworzy iluzorycznej więzi, ale staram się aby moja praca na tym blogu mogła być dla kogoś kto czyta, poszukuje… wskazówką, pomocą, może też inspiracją. Jestem tu dla Was, nie tyle dla siebie, ale przy tym nie zatracam celu, z którym tu przychodzę. Introwertyczką jestem także czasem celowo, gdyż niekiedy lepiej powiedzieć mniej niż za dużo, nie każda nasza myśl powinna zostać wypowiedziana, warto być odpowiedzialnym, tym bardziej w internecie, gdzie zdania są powyrywane z kontekstu. Ostatnie miesiące dały mi dużo do myślenia, życie w zgodzie ze sobą stało się dla mnie priorytetem. Nigdy nie będzie tak, że stanę się marionetką w czyiś rękach albo cyrkową małpką zadowalającą ludzi szukających rozrywki na życzenie, to co możesz u mnie znaleźć to garść sprawdzonych informacji, doświadczeń, a także akceptację, bo uważam, że z tym świat jest na bakier, a to niezwykle ważne aby akceptować i cenić różnorodność. Fascynuje mnie poznawanie ludzi i ich opinii, doświadczeń, z których nie raz wypływają niezwykłe wnioski dla mnie samej. Naprawdę nie trzeba wiele by czerpać radość z prostoty życia, trzeba tylko przyciszyć telewizor, radio, mniej gazet albo robić to z rozwagą i celem. Zamknąć oczy, uszy i odnaleźć siebie :) Każdemu polecam tego typu doświadczenie… bycia samej tylko ze sobą, w którym nie tylko określamy kim jesteśmy, ale czego tak naprawdę pragniemy. Jest to niezwykle wyzwalające uczucie, dzięki któremu słowo porzucenie, zależność (m.in. od pogodni za pieniądzem, karierą) przestaje istnieć, pojawia się za to wolność, pewność siebie, pojawia się Twoje JA, gotowe by przyjąć wszystko to co do zaoferowania ma świat, otwarcie na drugiego człowieka bez zagarniania go. Tak tworzą się zdrowe związki, oparte na dawaniu, nie oczekując nic w zamian.

Londyn

A miało być o Londynie :) Jest urzekający. Poczynając od pierwszych chwil kiedy widzisz ”kolorowe’’ twarze, gdzie nic nikogo nie dziwi i nie obrusza, człowiek od razu czuje się bardziej wyluzowany i ”możliwy’’. Pomimo, że na co dzień unikam tłocznych miejsc, to takie sytuacje w Londynie w ogóle mi nie przeszkadzają, płynąca z tego skupiska energia jest wyjątkowa i bardzo pozytywna.

Ten wyjazd miał być dla mnie odskocznią, nie miałam żadnego szczególnego celu. Oczywiście jak każda kobieta chciałam co nieco obejrzeć, być może dokonać małych zakupów, nie zamierzałam za to nic zwiedzać, załatwiać, narzucać sobie, że tego dnia zrobię to, a innego tamto… Na co dzień dość mam takiego myślenia i dyscypliny, gdzie brakuje spontaniczności. Jako osoba kochająca wolność, a zarazem ciągle ogarniająca swój temperament muszę zrównoważyć oba te życiowe aspekty. W Londynie postanowiłam przede wszystkim odpocząć od perfekcjonizmu… Przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe, stać się mniej rozsądną, a trochę nakarmić tę frywolną, kobiecą stronę, można powiedzieć zabawić się w myśl zasady: ”Girls Just Want To Have Fun”. A ja się bawić lubię na różne sposoby… nawet takie zakupowe ;) Co tu dużo mówić, popłynęłam w rytm tanga granego z reklam niezwykle skutecznie oddziałujących na wyobraźnię. Jednocześnie uważam, że każda z nas ma pewnego rodzaju dwoistą naturę, a nawet więcej… w zależności od ról jakie przybieramy. Na co dzień pracując cechuje nas profesjonalizm, w domu zaś stajemy się ciepłymi mamami, dla swoich mężów namiętnymi kochankami lub zołzami ;) Nie ma tak, że kobieta zawsze myśli i robi to samo, nasze życie jest nasycone emocjami, wielobarwne, dodając kolorytu temu światu i płci przeciwnej, która wydaje się być zbudowana z jednorodnej gliny.

Co więcej, Londyn to wspaniałe miejsce z punktu widzenia kulinariów. Miłośnicy zdrowego jedzenia, dań wykwintnych, ale też fast i slow foodu znajdą coś nietuzinkowego dla siebie. Nawet desery cechuje jakiś równie niestandardowy pierwiastek wnikający do umysłu wyświetlając moment, w którym ten deser konsumujesz, dodam, że z niebiańską rozkoszą ;) Wygląd potraw, sposób przyrządzenia, wystrój lokali, niezwykle miła obsługa – to kilka cech tworzących ten unikalny dla tego miasta nastrój. A po jedzeniu, bez obawy dla figury – wszystko zostanie zamienione w energię i wykorzystane, bo tu żeby dużo zobaczyć trzeba dużo chodzić :) Z mojej perspektywy to idealne rozwiązanie, bo uwielbiam ruch i zmęczona czuję się szczęśliwsza :)

Miejsca, które lubię odwiedzać w Londynie

Tha National Gallery – wspaniała Galeria, do której tym razem nie dotarłam z przyczyn wyżej wymienionych, aczkolwiek serdecznie polecam to miejsce na mapie Londynu. Wspaniała atmosfera i pomimo odwiedzających ją tłumnie turystów, panuje tam dość cichy, kameralny klimat. Sale są duże, ludzie zachowują powagę sytuacji i nie są głośni :) Można tam odpocząć i zaczerpnąć trochę piękna, a także zaznać i docenić ciszę.

Whole Foods Market (Piccadilly) – czemu trafiłam tam tak późno?! Niesamowite wręcz miejsce dla każdej osoby, która dba o ciało i pielęgnuje swoje zdrowie. A jedzenie mają tam pyszne i wybór ogromny… Począwszy od produktów spożywczych świeżych, paczkowanych, przygotowywanych dań na miejscu, wszystko na bardzo dużej powierzchni. Produkty z każdej możliwej kategorii. A na piętrze dodatkowo znajduje się dział z produktami Beauty oraz do domu, a także suplementy diety.

Harrods i okolice – wspaniały choć drogi dom towarowy, warto jednak odwiedzić gdyż oferuje ogromną gamę produktów z różnych kategorii. Wszystko to w przepięknym wnętrzu. A także sama dzielnica, na której leży Harrods jest warta uwagi, piękne kamienice, różnorodne butiki, kwitnące życie.

Oxford Street – ulica stricte handlowa gdzie mieści się wszystko lub prawie wszystko, idealna na zakupy. W dodatku na przecinających ją ulicach również kwitnie handel i życie towarzyskie, warto zajrzeć na New Bond Street do znanych butików i na Regent Street, tam też w okolicy mieści się spory dom handlowy Liberty, gdzie można spotkać cenione marki kosmetyczne i perfumeryjne, w tym także niszowe.

Dworce King’s Cross i St. Pancras – wspomnienie z pierwszego wyjazdu, a także dobra baza wypadowa. Dobrze mieć hotel w pobliżu, gdyż z tego miejsca łatwo dostać się wszędzie gdzie chcesz metrem. W dodatku na dworcu jest mnóstwo punktów handlowych, co ułatwia zakupy podstawowych rzeczy do wyżycia na miejscu. Wewnątrz i w pobliżu mieszczą się też liczne lokale gastronomiczne. Ponad to dworce są bardzo klimatyczne, szczególnie St. Pancras.

Covent Garden – unikalne, klimatyczne miejsce na zwiedzanie, spacery, zakupy. Szczególnie ładnie wygląda wieczorem, kiedy ciepłe letnie powietrze miesza się z klimatem lamp, odgłosów rozmawiających i śmiejących się ludzi oraz ulicznych artystów, tworząc niezapomniane chwile. To miejsce chyba zawsze tętni życiem!

A jak mają się Wasze wakacje i krótkie wypady? Lubicie podróżować? Dlaczego podróżujecie? Jakie miejsca polecacie?

W kolejnym poście o ile macie ochotę pojawi się prezentacja zakupów, co Wy na to? :)

Zobacz pozostałe relacje z Londynu:

Ciekawość świata. Londyn: British Museum, The National Gallery, Harrods, SPACE.NK

Niszowe perfumerie w Londynie. Bloom Perfumery London i Les Senteurs

Butik Chanel w Londynie. Moja pierwsza torebka Chanel

Relacja z wycieczki i zakupy w Londynie: Harrods, Selfridge, Oxford Street

  • Kasia

    Też uwielbiam Londyn. Za klimat, za ludzi, za to jaki jest. Mieszkałam tam prawie 2 lata i mam podobne odczucia co Ty. Wróciłam do Polski ale nie wykluczam, że jeszcze wyjadę do Londynu na dłużej. Pomógł mi nabrać pewności siebie, doszkolić język i zrozumieć że życie nie kończy się na Kaliszu :)

  • Cudownie piękne miejsca! Aż się rozmarzyłam <3

    • Dorotko, czy jest takie miejsce do którego chciałabyś wrócić? Masz jakieś takie swoje ulubione wspomnienie z wakacji? :)

      • Uwielbiam morze, gdziekolwiek jestem Agatko :)

  • Gosia Gąska

    Też lubię się czasem wyciszyć i pomyśleć w samotności i spokoju, bez wszechogarniających bodźców. Taka wycieczka może być do tego świetną okazją. Zazdroszcze!!! :))

    • Polecam, nie zazdrościć, a zaplanować i zrealizować ;)

  • MonaLisa

    Inspirujący tekst. Utwierdziłaś mnie w przekonaniu że jesteś wyjątkową osobą. Wykorzystaj to Agatko bo masz w sobie niesamowitą siłę i potrafisz nią zarażać innych. A na kolejną wycieczkę polecam Ci Włochy, szczególnie Toskanię. Tam również doświadczyłam niesamowitej, pozytywnej energii.

    • Dziękuję, cieszę się, że mogę kogoś pozytywnie zarazić :) Włochy, Toskania również są na moim celowniku :)

  • Uwielbiam takie podróże. Dla mnie są one niezwykle terapeutycznym przeżyciem. Zostawiam wszystkie problemy w miejscu zamieszkania i na jakiś czas przenoszę się do innego świata.

  • Marta

    Zacznę od tego, że nie lubię podróżować. Moja pierwsza samodzielna podróż to czasy ostatnich klas podstawówki i wyjazd językowy właśnie do Londynu. Moje ciało ze stresu i strachu zareagowało objawami zatrucia pokarmowego… Jednak na wyjazd pojechałam i wyszło mi to chyba na zdrowie. Potem były kolejne wakacje i małe podróże do Włoch, Francji, na Mazury, do Krakowa i Częstochowy. Ostatnio (3 lata temu) byłam w Toruniu.

    Podróże to dla mnie źródło nieustającego stresu. Począwszy od dotarcia do danego miejsca (czy dobrze zabookowałam lot, pociąg, bus; czy nie będzie kłopotliwych współpasażerów, czy wszędzie na czas zdążę) po sam pobyt (jaka będzie pogoda, hotel, jedzenie, czy dobrze przygotowałam budżet, czy kolejki nie będą za długie, czy miejsce będzie mi się podobać) i powrót.

    Są niby miejsca, które chciałabym zobaczyć (Barcelona, Bergamo, Toskania, Prowansja) i te, do których chciałabym wrócić (Rzym), ale stres jest zdecydowanie większy. Poza tym nigdy nie widziałam w podróżowaniu jako takim jakiegoś słusznego dla mnie celu i przyjemności. Wystarczy mi lektura na papierze lub w Internecie i wydaje mi się, że już gdzieś byłam. To mi wystarcza.

    Dużo za to czytam o podróżowaniu. Nie w znaczeniu wyjechania dokądś i powrotu, ale podróżowaniu samotnym jako drodze do poznania siebie i świata (lub lepiej: siebie przez otaczający świat). Taki podróżnik, stale w drodze, staje się jakby niewidoczny dla świata, jest też jakby poza czasem rzeczywistym: odwiedza kolejne miejsca, poznaje kolejnych ludzi, ale jest tylko tłem dla tych wydarzeń. W takim znaczeniu podróż bardzo mnie interesuje, ale raczej jako aspekt czysto socjologiczny, może nieco psychologiczny, bo sama nie czuję potrzeby tak uczyć się siebie.

    Jakiś czas temu polecałam Ci książkę Marcina Kydryńskiego „Biel. Notatki z Afryki”. Jeżeli jakaś książka mnie zainteresuje, zwykle ja interesuję się bardziej jej autorem. Rozpoczynam od czytania wywiadów w Internecie, jeżeli to możliwe oczywiście. I Marcin Kydryński pięknie pisze o podróżowaniu jako sposobie na pokorę. On tego tak nie nazywa, dla niego jest to bowiem nauka bycia „bezimiennym” (i pewnie odwołuje się tu trochę do literatury rosyjskiej, w której mamy pojęcie „lisznij”, co oznacza bohatera niepotrzebnego, zbędnego). Wracając do Kydryńskiego, chodzi o to, że od zawsze miał poczucie, że musi w swoim życiu dokonać czegoś wielkiego, pozostawić po sobie trwały ślad. Miało to oczywiście związek z jego sławnymi i uwielbianymi przez fanów rodzicami oraz z całym artystycznym środowiskiem, w którym dorastał. I w pewnym momencie, między innymi dzięki podróżowaniu, dotarło do niego, że nie musi być na miarę swoich rodziców, nie musi być „wielki”, wybitny, osiągać sukcesy. Może po prostu żyć: po cichu, prosto. To był dla niego moment przełomowy, bo zrzucił ze swoich barków niesamowity ciężar. Czyli jednak podróże kształcą :)

    Podobnie zresztą niektórzy piszą o chorobach, tych terminalnych oczywiście i przeżywanych z dużą świadomością.

    Wracając jednak jeszcze do podróżowania jako procesu, to ciekawe wydaje mi się to, o czym niektórzy piszą: wszędobylskie poczucie obcości, nieprzynależności, odstawania od świata. A więc nieustanne poszukiwanie swojego miejsca, którego tak naprawdę nie ma, bo nie ma ono wymiaru fizycznego.

    Poproszę o post z zakupami :*

    • Myślę, że jednak przeżycie danej podróży to co innego jak wyobrażenie sobie danego miejsca… Piszę to z własnego doświadczenia, jako osoba, która miała podobne myśli. Czasami trzeba zrobić coś wbrew swoim wyobrażeniom, aby przekonać się jak jest naprawdę… Nie wszystkie nasze myśli są dla nas korzystne. Często umysł tkwi w schematach, by zapewnić sobie pozorne bezpieczeństwo, przez co zamiast zyskać, możemy przeoczyć coś cennego.

      Co do książki, zamówię przez internet, nie było jej w księgarni :)

      Uważam, że poczucie obcości może wynikać z zagubienia, ludzie nie widząc kim są, nie kreują świadomie swojego życia, próbują inspirować się tym co jest ”na topie”, co niekoniecznie wiąże się z ich prawdziwą naturą, dlatego ciągle poszukują swojego miejsca na ziemi, nie żyjąc w zgodzie ze sobą… powtarzają slogany, które nie padają z ich ust, tylko są przedłużeniem tego co przeczytali, co usłyszeli. To wynika także z braku akceptacji – wyrażanej przez otoczenie i taka osoba nie wiedząc kim jest zawierza temu otoczeniu, nie myśląc nawet, że co do zasady otoczenie nie ma racji, bo mierzy tego drugiego swoją miarą. A kto jest na samym szczycie tej piramidy? Autorytet z którego się czerpie. W dzisiejszych czasach najczęściej media, którym do autorytetu daleko…

      Jak przeczytam książkę, to może jeszcze coś dopiszę :)

      :**

      • Jeszcze inna myśl… Brak poczucia przynależności może wiązać się również z typem osobowości, skorym do ciągłych zmian, nie lubiącym osadzać się w schematach…może tego rodzaju poczucie sprawia, że taki życiowy podróżnik musi wciąż coś na nowo oswajać, jest tego świadom paradoksalnie bardziej niż przeciętna osoba.

  • Tez uwielbiam podroze ;) Mozna dzieki nim zlapac dystansu do wszystkich problemow/smutnych rzeczy, ktore sie nam przytrafiaja…. W tym roku zaluje bardzo, ze niestety nie mam czasu na podroze niestety ;(

    Londyn uwielbiam! Zwlaszcza miejsca, ktore wymienilas, tez bardzo lubie i zawsze odwiedzam, jak tam jestem ;)

    • Dla mnie podróże są okazją do zmian, czasami jest to czynnik wyzwalający np. pozwala zauważyć rzeczy, których wcześniej z jakiś powodów się nie zauważało. Ściskam i życzę więcej czasu na podróże :)

  • Słyszałem wiele opinii o Londynie od kilku osób i w większości pokrywają się z tymi zamieszczonymi na blogu. Wbrew pogodowej charakterystyce, kolorów tam jednak nie brakuje :)

  • Renatka88

    Koniecznie musz się wybrać!

Wszystkie materiały zawarte na łamach bloga są chronione prawami autorskimi, a ich kopiowanie lub wykorzystywanie jest zabronione.

© 2008 - 2016 - BeautyIcon.pl

Social Media